Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

Kipiąca woda – „Gospod postoi, imeto i’ e Petrunija” Teony Strugar Mitevskiej

Petrunia ma bardzo długi, i ciężki dzień. Z rana udaje się na rozmowę o pracę w tkalni. Po drodze natrafia na matkę, która najwyraźniej ją śledziła przez cały czas: „Nie mów im, jaka jesteś stara, powiedz, że masz 25 lat”. Tak naprawdę protagonistka jest już po trzydziestce, ale na macedońskiej prowincji nie ma miejsca dla kogoś z magisterką z historii. 

Główna bohaterka od potencjalnego szefa słyszy, że jest tak brzydka, i że nawet on nie chciałby jej przelecieć. Pracy nie dostaje, a w drodze powrotnej do domu mija ją tłum mężczyzn w strojach kąpielowych. Nad rzeką akurat odbywają się lokalne obrządki – mężczyzna, który wyłowi z wody krzyż może liczyć na chwałę i szczęście przez cały rok. A jako, że do Petrunii los nie uśmiecha się od lat, to postanawia złapać srokę za ogon i skacze w odmęty. Jej zwycięstwo burzy nie tylko boski porządek rzeczy, ale także doprowadza do destabilizacji w całym konserwatywno-religijnym miasteczku. Późniejsze wydarzenia to absurdalna komedia, z finałem na komendzie policji.

Film Teony Strugar Mitevskiej, to farsa, która pomimo swojej banalności i prostoty ujmuje przedstawionym światem. Śmiejemy się z oklepanych absurdów – tak, prawo jest drugorzędne względem słowa popa, a, konserwatywni mężczyźni stają się w filmie tłuszczą wiejskich głupków. Można zachowanie Petrunii odczytywać jako akt transgresywny, feministyczny statement i opór wobec patriarchatu i mizoginii. Ale można też popatrzeć na nią, tak jak choćby na Michaela Douglasa w Upadku. To kobieta, która w pewnym momencie zwyczajnie się łamie – lata jej cierpienia, niepowodzeń i upokorzeń kumulują się w tym jednym prostym geście oporu. 

Niech sceneria nikogo tutaj jednocześnie nie myli – Petrunia to millennials jak się patrzy. Choć jest w wieku chrystusowym, to do dorosłości jej wciąż czegoś brakuje. Nie może znaleźć pracy, ale pewnie gdyby wystarczająco się postarała, to coś by się znalazło. Przesłuchiwana na policji otrzymuje pytanie o ulubiony okres w historii. „Pewnie Aleksander Macedoński?” – „Nie, chińska rewolucja kulturalna”. Cała jej osoba kontestuje więc prawidła, według których powinno się na macedońskiej prowincji żyć. Choć akcja filmu rozgrywa się na przestrzeni 24 godzin, to można domyślić się, że są one jedynie kulminacją, zbyt długo gotowaną wodą, która musiała w końcu wykipieć. 

Jest w Gospod postoi, imeto i’ e Petrunija bezpretensjonalność i naiwność, dzięki którym film nadrabia swoją prostolinijność. Koniec końców okazuje się, że w akcie Petrunii nie chodziło o walkę o prawa kobiet, lecz o coś dużo bardziej osobistego i dotkliwego. Pod warstwą farsowej komedii skrywa się satyra na temat młodego macedońskiego pokolenia, którego nikt za bardzo nie chce słuchać.

Ocena: 7/10

Related posts

Leave a Comment