Kino Magazyn 

„Klient”: Życie jak teatr

Kino irańskie określa się dzisiaj jako najbardziej prosperujące i obiecujące wśród wszystkich ośrodków nazwanych wspólną nazwą „Nowa Fala”. Co prawda nazwa ta nie do końca przyjęła się w Iranie, ale osoby znające się na kinie od strony teoretycznej, albo po prostu oglądające filmy z różnych zakątków świata widzą wspólny mianownik w twórczości reżyserów będącej częścią irańskiej społeczności. Wszystko zaczęło się od Jafara Panahiego, który w 1995 roku filmem Biały balonik otrzymał nagrodę dla najlepszego debiutanta na festiwalu w Cannes, a 2 lata później triumf Abbasa Kiarostami na tym samym festiwalu filmem Smak wiśni  bezpośrednio przyczynił się do zauważenia skądinąd egzotycznej kinematografii. Od tamtego czasu na wszystkich ważnych europejskich festiwalach reprezentant Iranu zawsze znajduje się w czołówce wszelkich zestawień. W 2009 roku w Berlinie światu objawił się nowy talent pochodzenia irańskiego, który dzisiaj przez wielu okrzyknięty jest czołówką światowej kinematografii. Asghar Farhadi na swoim imponującym koncie ma już 2 Oscary, Złotego i Srebrnego Niedźwiedzia oraz kilka istotnych wyróżnień canneńskiego festiwalu. Kluczem jego sukcesu wydaje się fakt, że jego filmy są uniwersalne dla wszystkich części świata, a jednocześnie silnie uświadamiają widza o problemach społecznych Iranu. Nie inaczej jest z jego nowym dziełem, który właśnie zadebiutował na polskich ekranach.

Klient osadzony jest w realiach współczesnego Iranu, a jego akcja rozgrywa się na ulicach Teheranu. Młode małżeństwo aktorów z powodu niebezpieczeństwa zawalenia się mieszkania zmuszone jest opuścić lokal i przeprowadzić się do innego. Wprowadzają się do mieszkania wspólnego znajomego z pracy, w którym dochodzi do włamania i napadu na kobietę. Od tego momentu główny bohater, mąż napadniętej kobiety, rozpoczyna prywatne śledztwo, by poznać tożsamość napastnika, a także motywy jego działania. Słynna maksyma Alfreda Hitchcocka brzmi, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno stopniowo rosnąć. Widać Farhadi wziął sobie do serca te słowa, bo sposób jego reżyserii idealnie odzwierciedla tę sentencję.

Narracja filmu irańskiego reżysera prowadzona jest na dwóch poziomach. Pierwszy z nich to opisany wyżej thriller ze śledztwem w tle, a drugi to sekwencje z wystawieniem sztuki Arthura Millera „Śmierć komiwojażera” na deskach sceny teatru. Farhadi idealnie operuje swoimi środkami wyrazu wplatając w odpowiednich punktach historii wspomniane sekwencje sztuki teatralnej będące metakomentarzem do sytuacji małżeńskiej głównych bohaterów oraz sytuacji politycznej w Iranie. Teatr spełnia tu rolę medium, które miejscami oczyszcza i daje wytchnienie, ale też przedstawia napięcie zaistniałe pomiędzy postaciami w rzeczywistym wymiarze. W Kliencie wszystko pozostaje w sferze domysłów, przynajmniej do momentu końcowej sceny filmu. Reżyser co chwilę myli tropy i przerzuca podejrzenia widza na coraz to innych bohaterów. Mistrzostwo jego narracji objawia się napięciu, które raz za razem ulega stopniowaniu, by w końcówce rozładować się (a może właśnie nie) w niekonwencjonalny sposób i tym samym będąc niewygodnym rozwiązaniem dla widza, który przyzwyczajony jest do klasycznej wizji zbrodni i kary.

Nowy film Asghara Farhadiego przede wszystkim uwiódł mnie pojedynczymi scenami, jak to ja określam „scenami perełkami”, które wywołały we mnie ogromne emocje i uświadomiły mnie w pewnych kwestiach dotyczących patriarchatu i ogólnej sytuacji społecznej Iranu. Znakomita scena, gdy napięcie pomiędzy bohaterami odgrywanymi w sztuce teatralnej, miesza się z prawdziwym napięciem zaistniałym pomiędzy bohaterami filmu; mocna scena z jedzeniem spaghetti, czy moja ulubiona scena nad trumną podczas spektaklu. Tę ostatnią zaliczyć mogę do najlepszych jakie widziałem w tym roku. Irańska aktorka Taraneh Alidoosti wspięła się na wyżyny aktorskiego kunsztu i przekroczyła granicę ogrywania postaci i prawdy. To co widzimy na jej twarzy to najszczersze emocje i autentyczność bijąca z ekranu. Za tę scenę w mojej skromnej opinii powinna zostać wyróżniona najpierw w Cannes, a później nominacją do Oscara.

Klient Asghara Farhadiego dostarcza porządnej dawki emocji oraz napięcia, który w ostatecznym rozrachunku pozostawia widza z wieloma pytaniami i zmusza do myślenia. Bo czy kara jest zawsze najlepszą formą odpowiedzialności za popełnione czyny? Może siła przebaczenia jest lepszą alternatywą? Z takimi pytaniami zostawia nas irański twórca i ja także zostawię Was z nimi nie próbując niczego sugerować.

Ocena: 8/10

Related posts

Leave a Comment