Kino / Teatr Magazyn Wrocław 

„Makbet” czyli dlaczego wciąż nie kocham Szekspira

Zapewne część z Was oglądała ekranizację klasycznego dramatu Szekspira z 2015 roku z Michaelem Fassbenderem i Marion Cotillard w rolach głównych. Z całą pewnością oglądała ją Agata Duda-Gracz, prawdopodobnie wielokrotnie. Świadczy o tym wyreżyserowana przez nią adaptacja, która właśnie debiutuje w Teatrze Capitol. Nowa premiera tego najmocniejszego we Wrocławiu teatru, podobnie jak film sprzed dwóch lat, okazała się rozczarowaniem i ostatecznym dowodem, że nie powinienem już więcej oglądać adaptacji Makbeta.

zdj. Greg Noo-Wak © Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Chyba dlatego, że sam Szekspir stworzył dużo ciekawszych dramatów, choćby fenomenalnego Kupca weneckiego. Można byłoby powiedzieć, że z Makbeta wycisnąć się dużo więcej już nie da. True, but is it really? Z jednej strony adaptacja Dudy-Gracz pokazuje wielki potencjał tej reżyserki, która potrafi łączyć monumentalizm, wielkość z subtelnością i nowoczesnymi pomysłami choreograficznymi. Muzycznie jest wybornie, choć trudno zrozumieć dlaczego ten spektakl wystawiany jest przez teatr muzyczny, a nie przez np. Wrocławski Teatr Współczesny. Ktoś powie, że poprzednie przedstawienia Dudy-Gracz były podobnie nie-muzyczne, jak choćby fenomenalny Piotr Riviere…. Jednak dużo bliżej im było do idei muzycznego teatru, niż Makbetowi, który oparty jest na świetnie pomyślanej, ascetycznej scenografii, interesującej charakteryzacji i doskonale wyśpiewanych wokalizach.

zdj. Greg Noo-Wak © Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Dlaczego więc jest on w ostatecznym rozrachunku rozczarowaniem? Kilka rzeczy się na to złożyło – z jednej strony nieakceptowalne dla mnie tempo, wynikające z braku pomysłu na przełożenie szekspirowskiego tekstu na współczesne czasy (bardzo wierna, z wyjątkiem jednej sekwencji, jest to adaptacja). Niektóre sceny wyglądają wręcz jakby na siłę je przeciągano, żeby przypadkiem sztuka nie zamknęła się w trzech godzinach. Drugi aspekt, który utrudnia pełne zaangażowanie w wizję Dudy-Gracz to sama postać Makbeta, który jest na scenie cały czas, siedzi w jednym wyznaczonym dla siebie miejscu – ten pomysł odebrał temu bohaterowi dynamikę. Głębi pozbawiła go z kolei wybrzmiewająca na jednej nucie kreacja Cezarego Studniaka, który chyba zapomniał, że już od jakiegoś czasu nie gra potwora z Frankensteina. W zestawieniu z nim dużo lepiej wypada Magdalena Kumorek jako Lady Makbet, mająca interesujący i nie do końca oczywisty pomysł na poprowadzenie tej prawdziwie złożonej postaci. Generalnie kobiety rządzą w Makbecie – Duda-Gracz zza kulis, na scenie klimat budują trzy wiedźmy z Heleną Sujecką na czele, świetne są też w swojej epizodycznej roli Justyna Szafran oraz Emose Uhunmwangho jako wokalizująca Hekate. Im mniej jest szarży w rolach aktorów, tym więcej jest w nich prawdy. Prawdy, w którą Makbet jest niestety zaskakująco ubogi. Nie brak mu ambitnych pomysłów, brak solidnej ich egzekucji i pewnego postawienia akcentów.

zdjęcia: Greg Noo-Wak © Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Related posts

Leave a Comment