Kino Magazyn 

Miłość i śmierć – recenzja filmu „Niemiłość”

Dla Zwiagincewa większym zagrożeniem dla współczesnej Rosji niż wiążący języki reżim i wszechogarniająca bieda jest niewątpliwie kryzys miłości. Pośród wielkopowierzchniowych blokowisk i spranych ortalionów dwunastoletni chłopiec Alyosha rozgrywa swoją statyczną codzienność. Po opuszczeniu szkoły i przybiciu niezręcznej piątki z jedynym przyjacielem,  ze spuszczonym czołem wraca do niewielkiego mieszkanka, gdzie w powietrzu zamiast słodkiego zapachu pieczonego ciasta czuć jedynie unoszącą się woń śmierci. Śmierć wraz z papierosowym dymem i wyrzutem za zrujnowanie całego życia wydycha matka, śmierć kolejnymi westchnieniami bezradności wypuszcza ojciec, śmierć w końcu wraz z niemym szlochem wyrzuca z siebie niechciany przez nikogo Alyosha. W wiecznie ciemnych i chłodnych przestrzeniach niewielkiego mieszkanka różnorakie śmierci mieszają się ze sobą, przeplatają w różnych konfiguracjach i odmianach. Jest więc tu najbardziej oczywista śmierć rodziny – rozpad małżeństwa, jest śmierć mieszkania wystawionego na sprzedaż, perspektywa śmierci dobrze płatnej pracy czy życzenie śmierci wiecznie nieobecnej babci. Żadna z nich jednak nie pochłania tylu łez, co śmierć miłości i ta właśnie dotyka każdego, objawiając się i w najmniejszych gestach i największych kłótniach.

W myśl przysłowia „coś się kończy, coś się zaczyna” postacie w tej śmiertelnej, wciąż rozkładającej się zupie starają znaleźć nowy początek, a właściwie poznajemy je gdy już pierwsze kroki się dokonały – już w pierwszej scenie można wychwycić analogię pomiędzy obcinanymi włosami a próbą zerwania z dotychczasowym światem. Zarówno matka i ojciec znaleźli sobie nowych partnerów, przed nimi rozbudowane plany, powierzchowne szczęście. Na drodze tego wszystkiego nieświadomy i niechciany Alyosha, przerzucany niczym piłeczka ping-pongowa staje się metaforycznym łańcuchem, ostatnią przeszkodą na drodze poderwania się do wolnego  lotu rodziców . Zmiany w sposobie postrzegania zajdą dopiero, gdy będzie już o wiele za późno.

W „Niemiłości” Zwiagincew bardzo dogłębnie studiuje psychologicznie każdą z postaci, pozwalając w pełnych emocji monologach odnaleźć nigdy dotąd nieujawnione traumy, a w sugestywnych niedopowiedzeniach zostawia pole do samodzielnego domalowania portretu bohaterów. Z informacji rzuconych niemalże mimochodem widz układa tu całe wielkie konstrukcje psychologiczne postaci, które na pozór różni wszystko poza jednym – niemożnością kochania.

Tytułowa niemiłość może być tu rozumiana dwojako. Z jednej strony mamy bowiem chłopca, którego brak miłości sprowadza na skraj rozpaczy. Jego cierpienie, choć niemalże makabryczne, nie jest przecież najbardziej eksplorowane przez film Zwiagnicewa. Tytułowy brak miłości to przede wszystkim postaci rodziców, rodziców którym przeszłość, nieprzemyślane decyzje i niezadowolenie odebrały możliwość kochania na zawsze. Nowe początki okazują się w końcu zwodnicze – choć oboje, starają się zapewnić swoich partnerów, że nigdy nie byli szczęśliwsi i na zawsze pozostaną kochający, swoje uczucie przekazują jedynie w krótkich chwilach seksualnego uniesienia, uniesienia pełnego zwierzęcych instynktów i wypranego z jakiejkolwiek czułości. Zrywając z przeszłością zaczynają mierzyć się z potrzebą stabilizacji i oczekiwaniami społecznymi , decydując się znowu na coś, czego wcale nie chcieli, popełniając w kółko i kółko te same błędy z przyszłości, które niegdyś odebrały im wszystko. To postaci pełne fałszu, których fałsz nie wynika ze złej woli, ale z pragnienia oszukania samych siebie. W świetle filmowych wydarzeń już tylko to może dać im względną bezpieczność, a w świecie bez miłości nic tak bardzo nam się przecież nie przyda.

Related posts

Leave a Comment