Kino Magazyn 

„Nie jestem twoim murzynem” – alchemia bólu na Docs Against Gravity

Na otwarcie 14. edycji festiwalu Millenium Docs Against Gravity we Wrocławiu zaprezentowano poruszający film „Nie jestem twoim murzynem”, który skłonił mnie do refleksji i wywołał we mnie wściekłość.

W tym filmie wybitny aktor Samuel L. Jackson czyta nieukończoną powieść znakomitego pisarza Jamesa Baldwina, który napisał kiedyś, że „sztuka polega na tym, żeby zatykać nos, kiedy się jest pod wodą, i nie dostać zawrotu głowy, kiedy jest się na górze”. Nie zawsze należy to jednak do rzeczy łatwych.

Afroamerykański pisarz zauważył także, że płacz przychodzi ludziom znacznie łatwiej niż zmiana. W trakcie oglądania filmu „Nie jestem twoim murzynem” myślałem o wszystkich łzach czarnoskórych ludzi, i nie tylko, a także o tym, jak trudno zmienić ludzką mentalność.

Poruszyła mnie historia życia i następujących po sobie zabójstw trzech wybitnych osobowości amerykańskiego ruchu antyrasistowskiego, które na trwałe zmieniły społeczny i polityczny krajobraz USA: Medgara Eversa, Malcolma X i Martina Luthera Kinga.

Baldwin nie dokończył książki przed swoją śmiercią w 1987 roku. Pozostawił zaledwie trzydzieści stron, a spadkobiercy pisarza powierzyli rękopis reżyserowi Raoulowi Peckowi. Uwielbiam te momenty, kiedy literatura spotyka się z kinem, choć to refleksje Baldwina są najmocniejszym atutem tego filmu. Niestety, reżyser nie zawsze potrafił dotrzymać im kroku.  Swoją dokumentalną produkcję ułożył z kolażu zdjęć, rysunków, fragmentów wywiadów i archiwalnych filmów. W trakcie seansu zastanawiałem się, czy nie można by lepiej tego zmontować i spojrzeć na cały problem w bardziej pogłębiony sposób. W filmie pojawiają się zdjęcia z masakry w Ferguson, ale jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, może się zastanawiać, dlaczego do tego doszło i na ile to jest powszechny problem dla współczesnej Ameryki.

Przed rokiem rozmawiałem z amerykańską pisarką fantasy N.K. Jemisin, która powiedziała mi (w trakcie wywiadu dla „Nowej Fantastyki”), że:

Pisząc „Piątą porę roku”, byłam w bardzo ponurym nastroju. W Stanach Zjednoczonych miały wtedy miejsce protesty w Ferguson przeciwko sposobowi, w jaki traktuje się czarnych Amerykanów. Codziennie pojawiały się nowe historie o kimś, kto był niesprawiedliwie bity do śmierci i torturowany. Albo o kimś, kto został zastrzelony lub osierocony. Bohaterowie mojej książki żyją w świecie, w którym dzieją się podobne rzeczy i obowiązuje w nim podobne przeświadczenie, że ludzie powinni być tak traktowani – zastrzeleni, bici do śmierci i umieszczeni w okropnych szkołach, w których nie wszyscy się rozwiną, a ci, którzy się nie rozwiną, przepadną. Odczuwałam potrzebę przepracowania genezy tego, co wytwarza taki poziom opresji. Zadałam sobie pytanie, co się dzieje, jeśli stosuje się ją w świecie takim jak ten z „Zepsutej ziemi”.

Podobnych współczesnych wypowiedzi mi w tym filmie zabrakło. Szkoda, że nie stał się pretekstem do szerszego spojrzenia na współczesny rasizm. Takie dokumentalne produkcje przydałyby się zwłaszcza teraz, w czasie prezydentury Donalda Trumpa. Podczas kampanii prezydenckiej pisarz Paul Auster powiedział, że kiedy Trump mówi, że chce uczynić Amerykę znów wielką, on słyszy, że: „Uczynić Amerykę znów białą”.

Niezależnie od tych słabości, film broni się mądrymi, przepięknymi i celnymi refleksjami Jamesa Baldwina, u którego smutek i melancholia mieszają się ze wściekłością i wojowniczym podejściem do sprawy. Oglądając „Nie jestem twoim murzynem” przypomniały mi się słowa pisarki Zadie Smith o soulfulness, czyli smutnym uczuciu przekutym w coś pięknego, twórczego, odradzającego i ekstatycznego; o alchemii bólu. film broni się mądrymi, przepięknymi i celnymi refleksjami Jamesa Baldwina, u którego smutek i melancholia mieszają się ze wściekłością i wojowniczym nastrojem. Oglądając „Nie jestem twoim murzynem” przypomniały mi się słowa pisarki Zadie Smith o soulfulness, czyli smutnym uczuciu przekutym w coś pięknego, twórczego, odradzającego i ekstatycznego; o alchemii bólu. film broni się mądrymi, przepięknymi i celnymi refleksjami Jamesa Baldwina, u którego smutek i melancholia mieszają się ze wściekłością i wojowniczym nastrojem. Jakkolwiek to brzmi, liczę na to, że w czasie Millenium Docs Againt Gravity jeszcze nieraz spotkam się z alchemią bólu.

Autor: Michał Hernes

Related posts

Leave a Comment