Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

Nie ma to jak w domu – „Cicha noc”, recenzja

Jarmark bożonarodzeniowy ponownie przejął wrocławski rynek, a w supermarketach znów pobrzmiewa świąteczna muzyka. W kinach również czuć ducha świąt i coraz częściej w repertuarze można się natknąć na filmy z gatunku czerwonego płaszcza i siwej brody. Swoją propozycję przedstawia również debiutujący Piotr Domalewski, którego „Cicha Noc” okazała się przebojem tegorocznego festiwalu w Gdyni, wyjeżdżając z stamtąd z wieloma nagrodami między innymi Złotym Lwem za najlepszy film.

Mamy tu do czynienia z historią, z którą prawie każdy już w pewnym stopniu się zetknął przy wigilijnym stole. Tutaj podróż na uroczystość rozpoczynamy z Adamem (Dawid Ogrodnik), który niespodziewanie wraca do domu zza granicy. Jak się jednak okazuje, Adam nie przyjechał tak zupełnie bezinteresownie, a jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Do realizacji swojego planu potrzebuje zgody krewnych i ma nadzieję, że w towarzystwie alkoholu będzie mu łatwiej osiągnąć cel.

Na pierwszy plan w „Cichej nocy” wychodzą dialogi, które są niezwykle inteligentne, a przy tym całkowicie naturalne. Domalewski z łatwością wytyka wady poszczególnych bohaterów przy okazji komentując sytuację społeczną w naszym kraju. Zwyczajnie nie widzę tu zbędnej linijki dialogu. Nawet z pozoru błahe o „Kevinie samym w domu” czy przekładaniu garnka czemuś służą. Natomiast wznioślejsze przemówienia nie wydają się ani trochę wymuszone, co jest również zasługa obsady. Dawid Ogrodnik został nawet wyróżniony Złotym Lwem za główną rolę, ale nie tylko on tutaj błyszczał. Wyśmienicie sprawdził się również Arkadiusz Jakubik jako ojciec, rozwalając widza na łopatki swoim ostatnim monologiem.  Bardzo dobrze prezentuje się także Agnieszka Suchora w roli umęczonej matki, która sama musi nad wszystkim zapanować. Z czasem cała historia nabiera rozpędu i w pewnym momencie intryg jest aż za dużo, przez co obraz traci na autentyczności i staje się mniej osobisty.

Przez cały film podążamy tam gdzie główny bohater i obserwujemy świat z jego perspektywy. Autentyczności dodają ciekawe ujęcia z kamery Adama, którą dokumentuje wspomnienia. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że reżyser jako debiutant poradził sobie z taką ilością aktorów biorących udział w scenach zbiorowych. Niemal cała obsada krząta się przed kamerą, to ktoś wychodzi czy wychodzi, a mimo mocno ograniczonej przestrzeni wszystko zostało zrealizowane perfekcyjnie, i nie ma tu mowy o najmniejszym przypadku. Im dłużej film trwa tym bardziej się zastanawiałem czy to aby na pewno wszystko zostało tak precyzyjnie ujęte w scenariuszu czy sami aktorzy mieli dużo miejsca na improwizacje. Warto też zwrócić uwagę na dobór aktorów, który był kluczowy, aby ta rodzina prezentowała się wiarygodnie. 

Pozornie film o tym jak zwykła rodzina spędza wigilię nie wydaję się niczym ciekawym, zwłaszcza że za jakiś czas sami usiądziemy do 12 potraw i doświadczymy tego na własnej skórze. Jednak właśnie w tym realnie przedstawionym świecie tkwi siła obrazu Piotra Domalewskiego, który pozwala zobaczyć jak to wszystko wygląda z boku. Jestem przekonany, że niemal wszyscy będą mogli znaleźć w którymś z bohaterów swoje lustrzane odbicie.

Ocena: 8/10

Related posts

Leave a Comment