Kino / Teatr 

Nowe Horyzonty 2013: Dzień siódmy

Co w programie? Cztery filmy – jeden konkurs, pierwsze w tym roku nowe horyzonty języka filmowego plus dwa filmy z sezonu…dzień przyzwoity, na pewno bywało gorzej. „To tylko wiatr” reż. Benedek Fliegauf Przyzwoity, choć niewiele wnoszący do historii kina węgierskiego dramat o prześladowaniu Romów. Kino właściwie niczym niezachwycające, jednak też nie obrażające inteligencji widza. Reżyser historię romskiej rodziny, starającej się otrząsnąć po tragicznym mordzie na sąsiadach, opowiada w sposób wyjątkowo niespieszny, ale jednak dość konsekwentnie i ze sporym zaangażowaniem, prezentując przy tym wiele punktów widzenia. Udaje mu się zbudować na ekranie sporo napięcia i stworzyć wiarygodne postaci, z którymi widz się identyfikuje. Żeby nie było jednak zbyt różowo, trzeba powiedzieć, że Fliegauf nie mówi absolutnie nic odkrywczego, a wielu jego bardzo mozolna narracja może wyjątkowo zmęczyć. Ja przetrzymałem, ale przyznaję nie bez problemów. 6,5/10 „I’m not There” reż. Todd Haynes Bodaj jeden z najbardziej ambitnych projektów kina amerykańskiego ostatnich lat – biografia Boba Dylana, a jednak nietypowa, bo oparta na kilku segmentach, w których różne warstwy osobowości słynnego barda starają się przybliżyć poszczególne postaci grane przez uznanych aktorów, poczynając od wspaniałej Cate Blanchett (jakim cudem ona za to nie dostała Oskara?!), przez słabego Richarda Gere (najdziwniejszy, najbardziej oderwany od tematu segment), skończywszy na młodziutkim czarnoskórym Marcusie Carlu Franklinie. Pozytywy – trochę naprawdę wybitnego aktorstwa (Blanchett, Gainsbourg), niesłychane zdjęcia Edwarda Lachmana, znakomity segment z Blanchett. Niestety więcej tutaj słabości. Haynesa kompletnie przerosły ambicje. Rozpisał ten film na zbyt dużo, nierównych części, przez co niewiele tak naprawdę dowiadujemy się o Bobie Dylanie. Przekombinował, stworzył film wyjątkowo przeintelektualizowany, długi i pozbawiony wiarygodnych emocji. Szkoda bo potencjał był ogromny. 5,5/10 „Noc” reż. Leonardo Brzezicki Zaskakująco dobry konkurs. Ciekawy eksperyment fabularny, w którym nakładają się na siebie dwa światy – aktualny, w którym bohaterowie opłakują swojego przyjaciela i wspomnień ukazanych w jego bardzo długich nagraniach. Brzezicki opowiada swoją historię niespiesznie, korzysta jednak z całej gamy środków dostępnych współczesnemu reżyserowi. Genialnie operuje zdjęciami i montażem. Fantastycznie łączy wydarzenia w czasie rzeczywistym z archiwalnymi nagraniami (scen burzy, której nie ma – niesamowita!). Poza wspaniałą formą, udaje mu się także pokazać ciekawych bohaterów, którzy przy okazji złożenia swoistego hołdu swojemu przyjacielowi, ujawniają narastające między nimi napięcia związane z przeszłością. Oczywiście tempo tej opowieści może być męczące, zaś zamknięcie nieco przeciągnięte. Mimo tych wad, „Noc” to chyba jak na razie największe pozytywne zaskoczenie festiwalu! 8,5/10 „Sekret” reż. Przemysław Wojcieszek Szczerze powiedziawszy chyba powinienem Przemysławowi Wojcieszkowi pogratulować. Udało mu się bowiem z materiału na 10 minutową, nieszczególnie angażującą emocjonalnie nowelę, stworzyć jeszcze mniej angażujący widza film pełnometrażowy. Właściwie nic, poza świetnymi zdjęciami, się tu nie zgadza. Aktorzy, szczególnie Marek Kępiński, grają tak jakby pierwszy raz znaleźli się przed kamerą. Historia, w której nie widać żadnego punktu otwarcia, rozwija się wyjątkowo mozolnie, żeby nie powiedzieć, że przeraźliwie nudno. Wojcieszek zamiast uprościć narrację, dodatkowo ją udziwnia scenami, które mógłbym nazwać przyspieszonym kursem patroszenia ryby (uwaga na muzykę w tych scenach) oraz urywkami z niezrozumiałego występu bohatera granego przez Tomasza Tyndyka. Wszystkie te wstawki, reżyser wrzuca bez żadnego zrozumiałego bliżej powodu, przypadkowo i chaotycznie. Utrudnia tym samym odbiór wyjątkowo już niewiarygodnej, przerysowanej fabuły, w której postaci zamiast rozmawiać krzyczą na siebie histerycznie, nie ujawniając niestety swoich motywacji. Proponowałbym, że Wojcieszek następnym razem zastanowił się nad swoimi, zanim stworzy kolejne tego typu „dzieło”. 2,5/10 Maciej Stasierski

Related posts