Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

O baśni bez morału – recenzja filmu „Kształt wody”

Jeśli ktoś tęskni za klimatem wykreowanym w „Labiryncie Fauna” w reżyserii Guillermo del Toro, to z pewnością najnowsza pozycja meksykańskiego reżysera przypadnie mu do gustu. Ponownie twórca postanowił nadać swojemu obrazowi nietypową aurę tajemniczości połączoną z baśniowością. A w momencie kiedy mamy do czynienia z baśnią przeznaczoną raczej dla dorosłego widza, powinniśmy spodziewać się morału albo chociaż ukrytego przesłania. Akademia Filmowa doszukała się potencjału w „Kształcie wody” del Toro, nominując obraz w trzynastu (największa ilość w tym roku) kategoriach, w tym za najlepszy film oraz najlepszą reżyserię. Zanurzmy się zatem (dosłownie!) w wykreowanym świecie, który osadzony został pośrodku zimnej wojny i sprawdźmy, czy owa magia zadziała.

Elisa pracuje w tajnym rządowym laboratorium, jednak nie przeprowadza ani żadnych badań, ani niczego nowego nie wynajdzie – jest woźną. Niewątpliwie elementem, który wyróżnia ją spośród innych pracowników staje się jej niemowa, a tym samym konieczność posługiwania się językiem migowym. W dniu, kiedy do miejsca jej pracy zostaje przewieziony dziwny stwór, wszystko się zmieni, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Nie chcąc zdradzać zanadto fabuły, która w spektakularne zwroty akcji raczej nie obfituje, czuję, że czegoś mi zabrakło. W tę pięknie przedstawioną historię (nominacja za najlepsze zdjęcia dla Dana Laustsena w pełni uzasadniona) po prostu trudno się zagłębić oraz w nią uwierzyć. Przede wszystkim brakuje scen pokazujących, jak rozwija się relacja pomiędzy bohaterką a teoretycznym potworem – w zamian za to dostajemy spłycone emocje postaci zaprezentowane w ekspresowym tempie. Dochodzi do absurdu, że bardziej interesujemy się losami przyjaciela Elisy – Gilesa, niżeli nią samą. Na marginesie, ta męska postać pozwala odsłonić parę elementów związanych z okresem, w którym został osadzony film, choćby takich jak rasizm. Abstrahując od tego mankamentu, warto zauważyć, że głównym problemem w „Kształcie wody”, mającej stanowić baśń dla dorosłych, jest to, że morał ociera się o banał. Prosta kalkulacja, kto tak naprawdę jest potworem oraz postawienie pytania, co czyni z nas człowieka, to trochę za mało, aby oczekiwać od widza intelektualnego zaangażowania. Przerost formy nad treścią sprawił, iż pod względem fabularnym film nieszczególnie angażuje, choć może się podobać z uwagi na wysokie walory estetyczne. Niestety, dopracowanie obrazu pod względem zdjęć, scenografii czy kostiumów, to zbyt mało, aby przyrównać utwór do arcydzieła.

W rolę Elisy wcieliła się doświadczona aktorka, jaką jest Sally Hawkins, jednak czegoś zabrakło w kreacji tej postaci. Artystka o wiele lepiej oddaje monotonie życia swojej bohaterki, ale przy spotkaniu z nieznajomą istotą zupełnie nie czuć jakiejkolwiek fascynacji czy emocji. Przez większość scen, niezależnie od ich charakteru, Hawkins gra bardzo podobnie, co nie pozwala sympatyzować z Elisą i, koniec końców, bardziej kibicujemy stworowi aniżeli jej. Octavia Spencer odgrywająca rolę koleżanki z pracy – Zeldy, pochwalić się może nominacją dla najlepszej aktorki drugoplanowej, jednak większych szans na zdobycie statuetki artystka nie ma. Spencer zagrała dokładnie tak, jak w „Ukrytych działaniach” i odnieść można wrażenie, iż następnym razem na ekranie zobaczymy również taki sam zestaw gestów oraz min. W ciekawie rozpisaną postać wcielił się Michael Shannon – jego czarny charakter wręcz buzuje na ekranie, a charyzmatyczne zagrania przyciągają uwagę odbiorcy.

„Kształt wody” pozostał jedynie kształtem produkcji, którą mógł się stać. Zabrakło pomysłów na rozbudowanie scenariusza, a gra aktorska wiodących artystów zdaje się nie do końca odzwierciedlać charaktery postaci. Nie mniej jednak nie można odmówić filmowi del Toro perfekcyjnie zaprezentowanej baśniowej rzeczywistości dopełnionej muzyką Alexandre’a Desplata. Rozczarowuje brak śmielszego, bardziej wymyślnego morału, który sprawiłby, że „Kształt wody” pozostałby w głowie na długie wieczory. Niestety, pozostają nam nadinterpretacje obrazu i żywa nadzieja, że del Toro nie porzuci odrealnionej kreacji świata przedstawionego.

Ocena: 6,5/10

Related posts

Leave a Comment