Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

Pika pika? – recenzja filmu „Pokémon: Detektyw Pikachu”

W dzisiejszych czasach przeniesienie czegokolwiek, nawet najbardziej abstrakcyjnego, na wielki ekran, nie powinno nikogo już dziwić. Po Angry Birds Film czy Emotki. Film próba uczynienia pokemona – zwłaszcza na fali popularności aplikacji pozwalającej łapać te stwory – jednym z czołowych bohaterów produkcji brzmi wręcz normalnie. Rob Letterman – reżyser takich animacji, jak Rybki z ferajny (2004) oraz filmów familijnych – przykładowo Gęsia skórka (2015), tym razem wziął na warsztat bohatera serii gier konsolowych Nintendo. Stwierdzenie, że Pokémon: Detektyw Pikachu jawiło się jako wyczekiwana produkcja, byłoby zbyt daleko idące, co potwierdza wynik boxoffice w Stanach Zjednoczonych. Niemniej jednak, nie budzi wątpliwości, że film Lettermana może stanowić dla wielu powrót do dzieciństwa, kiedy, grając na konsoli, przeżywało się przygodę u boku Pikachu.

Fabuła skupia się, jak wskazuje tytuł produkcji, na próbie odpowiedzenia na pytanie, co stało się z prywatnym detektywem Harrym Goodmanem i jego partnerem – Pikachu. Rozwiązując zagadkę, kroczymy ramię w ramię z synem Goodmana – Timem, który przyjeżdża do miasta pełnego pokemonów i nieoczekiwanie trafia na żółtego elektrycznego stwora, który wcześniej był towarzyszem jego ojca. Choć historia w Pokémon: Detektyw Pikachu nie jest szczególnie wymyślna, została na tyle sprawnie opowiedziana, że widz nie narzeka na przeciągające się sceny, a nawet kilka razy może dać się zaskoczyć. Jak można było się spodziewać przy kinie skierowanym do szerokiej publiczności, produkcja porusza także tematy relacji rodzinnych, samotności oraz braku zrozumienia. Jednakże, pomijając parę sztampowych scen, także pod tym względem obraz wypada sprawnie.

Ciekawie została przedstawiona przestrzeń w lekko futurystycznym klimacie pełnym banerów oraz kolorowych świateł. Zwłaszcza barwy stosowane w kadrach w punkt uzupełniają przestrzeń – przede wszystkim pomarańcz i niebieski pomieszany z fioletem. Czy coś innego przykuje uwagę widza?Trzeba przyznać, że nie najgorzej wypadają efekty specjalne, w tym wplecenie w rzeczywistość pokemonów. Komu nigdy przez myśl nie przeszło, że Pikachu wygląda uroczo, niech pierwszy rzuci kamieniem. Naturalnie, nie jest to majstersztyk, jednak dobrze wpisuje się w klimat kina familijnego dostosowanego do różnorodnej kategorii wiekowej.

Główną rolę w filmie Lettermana odgrywa Justice Smith, dla którego jest to pierwsza tak znacząca postać. Młodego aktora zdobywającego doświadczenie mogliśmy zobaczyć już między innymi w Jurassic World: Upadłe królestwo, gdzie wypadał poprawnie, choć ciężko powiedzieć, aby wybijał się na tle pozostałych nastolatków. W filmie Pokémon: Detektyw Pikachu Smith gra całkiem naturalnie, niewątpliwie ma potencjał, który być może będzie miał okazję wykorzystać w nieco innym pod względem gatunkowym obrazie. Natomiast Ryan Reynolds w roli Pikachu (a raczej jako głos) jest po prostu bezbłędny. Dla samego Reynoldsa warto wybrać się do kina na, oczywiście – jedyną słuszną, wersję produkcji z napisami, aby posłuchać jego docinek.

Wybierając się na Pokémon: Detektyw Pikachu, nie miałam większych oczekiwań, stąd seans uznaję za całkiem satysfakcjonujący. Podczas projekcji czasem można się zaśmiać, czasem zdziwić, ale na pewno nieszczególnie zmęczyć. Nie jest to wprawdzie rozrywka najwyższych lotów, nie sądzę także, aby film zapadł komuś na dłużej w pamięci, jednak, wychodząc z sali kinowej, nie ma się poczucia zmarnowanego czasu, a to już jakiś sukces.

Ocena: 6/10

Related posts

Leave a Comment