Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

„Płomienie” – thriller pod płaszczykiem slow cinema

Przyznaję się bez bicia, że początkowe fragmenty Płomieni były dla mnie bardzo trudne do przełknięcia. Powiedzieć, że Lee Chang-Dong opowiada swoją historię w wolnym tempie, to jak nie powiedzieć nic.

Tempo jest w Płomieniach ślamazarne, a moja reakcja na ten film niezrozumiała. Zwykle od tego typu narracji odbijam się jak od ściany, ale nie tym razem. Ten obraz nie jest łatwy do polubienia, bo konwencja slow cinema bije od niego mocno. Czuć też dziwną woń opowiadania Murakamiego, na którym oparta jest historia – ludzie nie rozmawiają w taki sposób, nie zachowując się z takimi manierami. A jednak wszyscy kochają to czytać, a jak widać Lee Chang-Dong udowodnił, że można też zafascynować się tym stylem na ekranie.

Po początkowych męczarniach, związanych z tempem tego filmu, coś w pewnym momencie fabuły (nie zdradzę, w którym, bo to jednak swego rodzaju kryminał) mnie zaskoczyło. I sam zaskoczyłem, poczułem jakby ta opowieść wciągała mnie coraz bardziej, ściskając mocno za gardło i nie pozwalając na jedną interpretację wydarzeń. To wydało mi się w tej historii najciekawsze – ta niepewności wynikająca ze sprawności reżyserskiej Lee Chang-Donga, który co chwila rzuca nowe tropy, żeby za sekundę o nich zapomnieć, zmienić zupełnie wydźwięk scen, mieszając emocje i żonglując atmosferą niepewności, strachu, tajemnicy. Przy tym jednak budując z niesłychaną konsekwencją napięcie, które jest w tym filmie świetnie narastające. Trzeba powiedzieć, że w przypadku takiej historii z pogranicza thrillera i kina detektywistyczno-kryminalnego, wiele zależy nie tylko od napięcia, ale też od historii, która powinna „wciągać”. Tutaj jednak tak nie jest, bo jest ona pewnego rodzaju pretekstem do poznania ciekawych, dobrze zbudowanych bohaterów. Mamy tutaj bowiem swoistą konfrontację…dobra ze złem? A może słabości, małości jednego człowieka z pewnością siebie i siłą drugiego. Tę siłę uosabia zjadający całą uwagę widza, znany m.in. z The Walking Dead Steven Yeun – co za charyzma, co za rola!

Któż mógłby się spodziewać, że thriller poprowadzony w takiej konwencji będzie miał na mnie jakikolwiek wpływ? Tymczasem odkąd go obejrzałem cały czas o nim myślę. Co więcej myślę także o drugim seansie. Wam z kolei polecam pierwszy – nie będziecie rozczarowani.

Ocena: 8/10

Related posts

Leave a Comment