Kino / Teatr Magazyn 

Polowanie na Dzikoludy – recenzja ,,Dzikich łowów”

Jeśli miałbym wskazać najlepszego twórcę komedii w ostatniej dekadzie, z całą pewnością byłby to Taika Waititi. W przeddzień polskiej premiery jego nowego filmu – Thor: Ragnarok – chciałbym zajrzeć do krainy Frodo Bagginsa, czyli Nowej Zelandii, gdzie reżyser w 2016 roku nakręcił kolejny, typowy dla siebie film – Dzikie łowy.

Bohaterem, którego naprawdę ciężko nie polubić jest nastoletni Ricky Baker (Julian Dennison) – fan rapu i poezji haiku. Aspiruje do zostania gangsterem na pełen etat. Jego przeszłość (nieposłuszeństwo, plucie, śmiecenie, rzucanie kamieniami, kradzież słodyczy, do których ma wrodzoną skłonność) oraz obecna sytuacja, wskazują, że zgodnie ze stereotypem, mógłby zaistnieć w tym światku. Poznajemy go w momencie przeprowadzki do nowej opiekunki prawnej – entuzjastycznej nastawionej, hardej kobiety – Belli.

Ricky do tej pory zmagał się z wieloma problemami. Przerzucany przez opiekę społeczną z jednego miejsca w drugie, jeszcze nie wie, że w nowm domu, gdzieś na skraju buszu, czeka go zupełnie inna przygoda. Buńczuczność, której źródła można upatrywać w osieroceniu, zajmie do tej pory niezaznana przyjaźń.

Jak zauważyłem, reżyser wyśmienicie radzi sobie z komedią, ale trzeba mu oddać, że potrafi wykreować także postać dramatyczną, a wręcz tragiczną. Grany przez Sama Neilla Hector jest stetryczałym, zarośniętym mężczyzną, który najlepsze lata ma już za sobą. Czara goryczy przelewa się, gdy spotyka go bardzo osobista i głęboka strata. Najchętniej pozbyłby się chłopca, lecz los, jak to los, gotuje mu wręcz odwrotną historię.

W filmie przemycono wiele wartości i motywów. Głównym jest wspomniana przyjaźń – ta męska, ale również przyjaźń z czworonogiem (wdzięcznie wabiącym się Tupac’iem). Oko nawet niezbyt wprawionego widza wypatrzy wiele nawiązań do innych, kultowych dzieł filmowych, m.in Człowieka z blizną, Rambo: Pierwszej krwi czy Terminatora. Niestety, powiązania pokazane są w bardzo jednoznaczny sposób, co może odebrać nieco przyjemności widzowi w samodzielnym główkowaniu.

Ucieczka i ukrywanie się w puszczy dwójki bohaterów jest  procesem inicjacji młodego chłopca. W roli banity czuje się on jak pstrąg w potoku, ale nadejdzie moment, w którym będzie musiał wrócić i w końcu dostosować się do otaczającego go świata. Natomiast sytuację Hectora, znakomicie oddają słowa piosenki Leonarda Cohena – The Partisan, zawartej w scenie podjęcia decyzji o dalszej ucieczce. Oprócz nich, cała ścieżka dźwiękowa została dobrana perfekcyjnie i oddaje ducha filmów indie.

When they poured across the border

I was cautioned to surrender

This I could not do

I took my gun and vanished.

 

I have changed my name so often

I’ve lost my wife and children

But I have many friends

And some of them are with me

 

An old woman gave us shelter

Kept us hidden in the garret

Then the soldiers came

She died without a whisper

Dzieła Waititiego zawsze oglądam z dużą przyjemnością chociażby Co robimy w ukryciu, a na kolejne czekam przebierając nogami. Reżyser wyrobił własny, oryginalny styl. Zdarza się też, że występuje w roli cameo. Jego twórczość można rozpoznać, podobnie jak filmy Wesa Andersona, nawet na seansach „w ciemno”. Nowozelandczyk przewietrzył pokój z komediami. Czekam na kolejnego takiego twórcę.

9/10

Related posts

Leave a Comment