Kino / Teatr Magazyn 

„Sama przeciw wszystkim”: Lobbystyczne szachy

Kobiety odgrywają w kinie coraz większą rolę. Ten film (po np.: „The Help” lub „Mad Max: Fury Road”) dostarcza nam kolejną charakterną bohaterkę, która gra pierwsze skrzypce w teoretycznie męskim świecie. Tym razem dostajemy produkcje leżącą między „The Social Network”, a „Spotlight”. Mamy konstrukcję bardzo zbliżoną do dzieła Finchera, która opiera się na dwupoziomowej narracji. Akcja w czasie rzeczywistym toczy się na sali sądowej podczas rozprawy Elizabeth Sloane, jednak głównym wątkiem są zdarzenia, które doprowadziły do obecnej sytuacji i to one są trzonem fabularnym całego filmu. Energiczne przeskoki między poziomami nadają dynamiki i przykuwają uwagę. Natomiast do filmu McCarthy’ego upodabnia się częstymi konfrontacjami osobowości oraz zespołem, który ma przed sobą określone zadanie. Tyle, że zamiast przeprowadzania dziennikarskiego śledztwa ich zadaniem jest przekonywanie senatorów do swojej racji.

Film od początku wrzuca nas w wir korporacyjnego żargonu i prawniczych terminów, w których ciężko się odnaleźć. Fabuła bowiem skupia się na Elizabeth Sloane, która z powodów osobistych nie popiera ustawy ułatwiającej obywatelom dostęp do broni. Musi z tego powodu odejść od obecnego pracodawcy i zwrócić się przeciw niemu. Tempo filmu nie oszczędza widza, lecz dzięki przemyślanemu scenariuszowi nie ma tu miejsca na niedomówienia. Nie dostajemy tutaj wykładu jak „The Big Short”, jednak niektóre z ważniejszych kwestii są powtarzane, co z czasem irytuje. Na pierwszy rzut oka może to się wydawać nudny film o lobbingu, jest w tym trochę prawdy, ale dostajemy też znacznie więcej. Dzięki ostrym dialogom, które momentami nie dają odetchnąć, i natłokowi intryg rodem z „House of Cards” mamy odczucie jakbyśmy znajdowali się wewnątrz strategicznej bitwy między dwoma korporacjami, niczym w szachach gdzie każdy ruch ma ogromne znaczenie. Dobrze na odbiór wpływa również muzyka, która komponuje się z rytmem filmu i nienachalnie podtrzymuje jego tempo, a w odpowiednich momentach potęguje napięcie.

W roli głównej występuje Jessica Chastain, którą już w „Dark Zero Thirty” pokazała swój silny charakter. Grana przez nią Elizabeth Sloane jest najlepszą lobbystką w Waszyngtonie i nie cofa się przed niczym aby osiągnąć sukces. Jessica świetnie wciela się w rolę bezwzględnej dyrektorki, która zawsze ma plan, rozstawia wszystkich po kątach i zachowuje kamienną twarz w każdej sytuacji. Jeszcze lepiej sprawdza się gdy po pracy ściągnie maskę robota pokazując swoją ludzką naturę, mimo że tych scen jest niewiele każda z nich kipi emocjami. Reszta jej zespołu na czele z Markiem Strongiem i Gugu Mbatha-Raw też daje sobie radę. Sprawa nieco gorzej wygląda z przeciwną korporacją, której lobbyści prezentują się zbyt przerysowanie i momentami popadają w karykaturalność.

Największym mankamentem filmu jest zakończenie, w którym dochodzi do paru kuriozalnych sytuacji i napięcie skrupulatnie budowane przez cały film zostaje zmarnowane przez zwrot akcji rodem z „Now You See Me 2”. Daje to wrażenie jakby Jessica Chastain grała w te szachy sama ze sobą i chociaż jest w tym świetna, to pozostawia niedosyt.

Ocena: 7/10

Related posts

Leave a Comment