Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

Więcej, mocniej, płycej – recenzja filmu „Sicario 2: Soldado”

3 lata temu Denis Villeneuve zaszokował świat mroczną i brutalną wizją poczynań amerykańskich sił specjalnych na granicy meksykańskiej. „Sicario” zdobyło uznanie krytyków, a wynik finansowy również był niczego sobie, zatem powstanie kontynuacji było tylko kwestią czasu. W „Sicario 2” za scenariusz ponownie odpowiada Taylor Sheridan, za kamerą zabraknie jednak Villeneuve’a, który zabrał ze sobą operatora – Rogera Deakinsa i poszli kręcić „Blade Runnera 2049”. W jego miejsce na stołku reżysera zasiadł Stefano Sollima (Gomorra, Suburra), a kamerę przejął Dariusz Wolski. Czy po takiej roszadzie „Soldado” ma szansę stać się hitem na miarę swojego poprzednika ?

Meksykańskie kartele znów robią bałagan w Stanach Zjednoczonych. Tym razem grupa szmuglowanych przez nich imigrantów dopuściła się ataków terrorystycznych na amerykańskiej ziemi. Rząd USA nie zamierza dłużej siedzieć z założonymi rękami. Wynajmują więc swojego najlepszego człowieka od brudnej roboty – Matta Gravera (Josh Brolin), który wraz z Alejandro (Benicio del Toro) i resztą zespołu mają zrobić porządek za granicą raz, a porządnie. Równolegle młody Miguel zostaje włączony w szeregi przemytyników.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że historia sequela jest bliźniaczo podobna do poprzedniczki. Jednak tym razem brakuje postaci z kręgosłupem moralnym jak Kate z pierwszego filmu, z którą można byłoby się utożsamić i odkrywać ludzkie zepsucie. W „Soldado” od razu zostajemy wrzuceni do tego zgniłego świata gdzie nie ma tych dobrych, są tylko nasi źli lub inni źli. Jednak po seansie pierwszej części widz dobrze wie co na niego czyha za meksykańską granicą i jest już gotów na rozlew krwi oraz grad kul, a większość scen niestety nie oferuje wiele więcej. Szkoda, że Sheridan nie pokusił się o głębsze rozwinięcie na przykład postaci Miguela, który dopiero co wchodzi pod ciemną gwiazdę, czy Alejandro (w pierwszej części widz dowiadywał się o śmierci jego rodziny). Zamiast tego  tylko uczynił z nich proste narzędzia do zabijania. Na szczęście sceny akcji utrzymały poziom poprzednika, niekiedy kopiując pomysły jak przejazd konwoju, a nie raz prezentując coś nowego jak sekwencje z helikopterami.

Na zdecydowane pochwały zasługują Benicio del Toro i Josh Brolin, którzy ponownie idealnie wpasowali się w swoich bohaterów i momentami wyciągają z nich więcej niż było to przewidziane w scenariuszu. Gorzej niestety wypada Sollima, w jego wydaniu „Sicario 2” nie ma aż tak gęstego i ponurego klimatu, który osaczałby widza z każdej strony. Po części wina leży po stronie Dariusza Wolskiego, który jak wiadomo Deakinsem nie jest i nie dostarczył tylu pięknych ujęć, które chciałoby się powiesić na ścianie. Mimo to nie można im odmówić tego, że wykonali solidną robotę, a ich styl bardzo dobrze się wpisuje bezlitosny, surowy klimat ocierający się o kino eksploatacji. Problemem jest końcówka, kiedy scenarzysta odpuścił sobie wcześniej przyjęty brutalny realizm pozostawiając dziwne uczucie zmieszania.

Odpowiadając na pytanie ze wstępu. Moim zdaniem „Soldado” nie podbije serc krytyków ale może podbić portfele widzów. Druga odsłona „Sicario” obrała inny kierunek niż jedynka, nie starając się rozwinąć warstwy psychologicznej bohaterów serwuje nam półmisek pełen przemocy oblany krwią i nafaszerowany testosteronem.

Ocena: 6/10

Related posts

Leave a Comment