Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

Żyjąc w grzechu – recenzja filmu „Złe wychowanie Cameron Post”

„Co, jeśli nie możesz stać się jeszcze lepszym?” jest niepisanym mottem najnowszego filmu Desiree Akhavan. „Złe wychowanie Cameron Post” to filmowa ekranizacja powieści YA Emily M. Danforth pod tym samym tytułem, której, jak mówi sama reżyserka, nadano dużo poważniejszy twist. Chloë Grace Moretz spędziła prawie całe swoje życie występując przed kamerą, głównie grając dziewczynki, które były bardzo dojrzałe jak na swój wiek. Tym razem aktorka została postawiona jednak w odwrotnej sytuacji. Jej bohaterka ma duże problemy z wejściem w dorosłość, przede wszystkim za sprawą bagna, w które się wpakowała.

A takim bagnem z pewnością jest chrześcijański ośrodek do leczenia z homoseksualizmu, do którego trafia tytułowa bohaterka. Przyłapana na uprawianiu seksu ze swoją dziewczyną Coley (Quinn Shepard) podczas studniówki, Cameron Post ląduje do środowiska, które zrobi bardzo dużo, by zadbać o jej zbawienie od życia w grzechu. 

Akhavan wykorzystuje cały „więzienny” anturaż, w którym umieszczona zostaje bohaterka, jako metaforę jej zagubienia. Choć opowieść prowadzona jest w sposób linearny, raz po raz widz otrzymuje sekwencje snów Cameron, które często okazują się fantazjami na temat miłosnych uniesień z przeszłości. Kontrapunktowane jest to z teraźniejszością, która za wszelką cenę stara się wywrócić świat protagonistki do góry nogami. Doktor Lydia (Jennifer Ehle) w pewnym momencie sugeruje jej, że może nie kochała Coley dlatego, że była wspaniałą osobą, lecz dlatego, że sama chciała taką być. Zagubionej dziewczynie nie pozostaje nic innego niż przytaknąć na takie stwierdzenie, choć tak naprawdę z każdym dniem pobytu w „God’s Promise” ma ona coraz mniejsze pojęcie na temat swojej osoby. 

„Złe wychowanie Cameron Post” wygląda nieco jak rewers „American Honey” Andreii Arnold. Ten drugi film opowiadał o zagubieniu młodych ludzi, którzy prowadząc życie bez ograniczeń napotykali pustkę i zagubienie. Tutaj, choć nastolatkowie prowadzą życie pełne rygoru i kontroli, znalezienie drogi do zaakceptowania samego siebie wydaje się tak samo trudne. Oczywistym połączeniem pomiędzy tymi dwoma filmami jest oczywiście Sasha Lane, która występuje w obu produkcjach. Aktorka swoją grą nadaje „Złemu wychowaniu…” bardziej buńczuczną i rebeliancką wymowę. 

Film utrzymany jest w intymnej stylistyce, pełnej średnich planów. W niektórych momentach Akhavan decyduje się nieco kamerę oddalić, by podkreślić wyobcowanie głównej bohaterki. Choć muzyka stanowi raczej niespecjalnie zauważalne tło, to każdemu zapadnie w pamięć jedna scena, w której użyty został hicior 4 Non Blondes pod tytułem “What’s Up?”. Jest to jedna z rzadkich chwil w filmie, w których zdaje się, że wszystko układa się w jedną całość, a maski pomiędzy bohaterami opadają. Pomimo tej sekwencji „Złe wychowanie…” jest raczej proste formalnie, a jego siła leży gdzie indziej. Jest nią gra aktorska nie tylko Chloë Grace Moretz, ale całego drugiego oraz trzeciego planu. Od praktycznie każdego bohatera bije pewna forma rozpaczy i zagubienia, która składa się na ogólny nastrój filmu.

Reżyserka, zapewne świadoma ograniczeń dosyć prostego głównego wątku, decyduje się na skupieniu na czym innym. „Złe wychowanie…” opowiada przede wszystkim o małych konfliktach ideologicznych pomiędzy mieszkańcami “God’s Promise”. Uczniowie wskutek nacisków opiekunów (określanych przez jednego z bohaterów jako „disneyowskich antagonistów, którzy nie pozwalają ci sobie zwalić”) zaczynają się nienawidzić oraz odrzucać samych siebie. Być może brzmi to dosyć trywialnie, jednak dzięki reżyserii Amerykanki cała układanka dobrze funkcjonuje. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą subtelnego humoru, a także podejścia Akhavan do całej fabuły. Nie traktuje jej ona bowiem w sposób brukowy, poświęcając również miejsce na dramat jednego z opiekunów. Czcigodny Rick (fantastyczny John Gallagher Jr) sam był kiedyś homoseksualistą, ale został z tej przypadłości uleczony dzięki Bożej woli. W świecie „Złego wychowania…” na pierwszy plan wychodzi refleksja, że nawet dorośli nigdy do końca nie dojrzewają.

Ocena: 7/10

Related posts

Leave a Comment