Jeszcze w 2021 roku, na przesuniętych z powodu pandemii Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, polscy lekkoatleci zdobyli 9 medali. Z tytułami mistrzowskimi z pustego stadionu w stolicy Japonii wyjechali Anita Włodarczyk i Wojciech Nowicki w rzucie młotem, członkowie sztafety mieszanej 4×400 metrów z Justyną Święty-Ersetić i Kajetano Kapitano Duszyńskim na czele oraz Dawid Tomala po chodzie na 50 km, nawiązując do tradycji wielkiego Roberta Korzeniowskiego.
Nietypowo, bo po 4 latach od igrzysk, wracamy na ten sam stadion, tym razem na mistrzostwa globu. Szanse na powtórzenie podobnych rezultatów de facto nie istnieją. Z polskiego wunderteamu zostało niewiele, co pokazały światowe czempionaty z Eugene i Budapeszcie oraz zeszłoroczne igrzyska, na których na medal czekaliśmy do przedostatniego dnia zawodów na stadionie Saint Denis – wtedy Natalia Kaczmarek (dzisiaj Bukowiecka) dobiegła trzecia w prestiżowym wyścigu na jedno okrążenie. Jednak nie była to żadna niespodzianka, bo Natalia przez cały poprzedni sezon udowadniała, że forma była bardzo wysoka. Na stałe dołączyła do czołówki, poprawiając finalnie, na mistrzostwach Europy rekord Polski, schodząc po raz pierwszy poniżej 49s. Irena Szewińska pewnie uśmiechała się z nieba, po tym jak jej 48-letni rekord z IO w Montrealu w końcu zniknął z tabel.
Niestety liderka polskiej reprezentacji, w tym roku nie nawiązuje do swoich wyników z roku poprzedniego. W Chorzowie nie zeszła poniżej 50s, a do stawki składającej się z mistrzyni olimpijskiej Paulino, wicemistrzyni Nasser, dołączyła podczas mistrzostwa USA Sidney McLaughlin-Levrone. Nie zdziwię się, jeśli Amerykanka nawiąże rywalizację z Paulino, bo na tożsamym dystansie na płotkach wyśrubowała rekord świata na poziomie 50,37s, co jest wynikiem absolutnie kosmicznym. McLaughlin-Levrone jest jedyną kobietą w historii, która na 400 metrów przez płotki zeszła poniżej 50,5s. Na płaskie schodzi regularnie poniżej 49s – czy zejdzie poniżej 48 i stanie się trzecią kobietą, która tego dokonała? Trzymam kciuki, jednocześnie wyrażając obawę, że Natalia może być w tym roku tłem dla tej rywalizacji.
Może więc powalczy o medal w sztafecie 4x400m, czy to kobiet, czy mieszanej? W tych rozgrywkach może się wydarzyć wszystko. Nasi w tym roku wygrali mieszaną sztafetę na drużynowych mistrzostwach Europy, ale od Tokio nie osiągali sukcesów na światowych zawodach. Podobnie zresztą jak Aniołki Matusińskiego, które do 2021 roku stanowiły nadzieję na pewny medal, a teraz będziemy pewnie drżeć o ich awans do finału.
Kto może zaskoczyć? Anita Włodarczyk zawsze, choć musiałaby liczyć pewnie na wpadkę którejś z zawodniczek z Ameryki Północnej (Rogers z Kanady, Price, Andersen z USA). Paweł Fajdek, 5-krotny mistrz świata, musiałby pewnie w końcu przerzucić 80 metrów – wtedy walka o medal jest realna. Wysoko w rankingach światowych sytuują się także Maria Żodzik w skoku wzwyż i Cyprian Mrzygłód w rzucie oszczepem.
Niestety biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe doświadczenia na tego typu imprezach, traktując Tokio 2021 jako klasyczny overperformance, można się spodziewać, że walka o medale będzie trudna i może ostatecznie zakończyć się niepowodzeniem. Optymizmem nie napawają niestety ani rezultaty z Memoriału Kamili Skolimowskiej, ani wyniki zakończonych wczoraj w Bydgoszczy mistrzostw Polski, gdzie bodaj jedyne rezultaty warte uwagi to ponad 84-metrowy rzut Mrzygłoda oraz niezłe rezultaty Fajdka i Pii Skrzyszowskiej, której rekord życiowy na poziomie 12,35-40 (100 metrów przez płotki) nie daje jednak nadziei na medal. Na finał oczywiście tak, ale tyle.
W innych konkurencjach, w których jeszcze 3-4 lata temu mogliśmy się bić o finały, miejsca punktowane, świat niestety odjechał nam niczym Shinkansen, przy którym nasze spowolnione Pendolino wrażenia nie robi.
(foto: MSN)

Dodaj komentarz