Dlaczego Hommage à Kieślowski to najwspanialsze wydarzenie filmowe w tym kraju?

Festiwal w Sokołowsku już za rok będzie świętować 15. urodziny. Poza tym w 2026 roku wypada także 85. rocznica urodzin Krzysztofa Kieślowskiego oraz mija 30 lat od jego przedwczesnej śmierci, która odebrała światu jednego z reżyserów, którego filmy można rozpoznać po otwierających kilku scenach. Mało w historii kina było twórców, którzy wypracowali sobie tak silny, charakterystyczny język filmowy.

Tegoroczna wizyta w Sokołowsku to w pewnym sensie powtórka z bardzo dobrze znanej rozrywki. Jednak tylko po cześci, bo praca przy takim festiwalu to ciągłe działanie na żywym organizmie, który zmienia się z minuty na minutę, potrzebna jest koncentracja i szybkie reagowanie. I to jest chyba najlepsze. Z kolei spotkanie, czy to prowadzone, czy śledzone z miejsca dla publiczności, to „tylko” wartość dodana.

Te poprowadzone przeze mnie w tym roku, zapiszą się zapewne na mojej liście tych najbardziej inspirujących. O pierwszym, przy okazji książki Lecha Molińskiego i Jurka Wypycha, pisałem już tutaj: https://kalejdoskop.wroclaw.pl/spotkanie-wokol-ksiazki-te-wszystkie-raje-zrywy-i-jutrzenki/ więc niech wystarczy Wam tyle, że tę książkę po prostu trzeba przeczytać. Podobnie jak należy nadrobić znakomitą „Utratę równowagi”, nagrodzoną w Gdyni, wokół której poprowadziłem spotkanie z samym reżyserem filmu Korkiem Bojanowskim i odgrywającą w nim główną rolę Nel Kaczmarek. Na osobną recenzję filmu przyjdzie jeszcze czas, acz nie mogę sobie odmówić stwierdzenia, że dawno nie widziałem tak dojrzałego, aktorsko absolutnie błyskotliwego debiutu w Polsce. Spotkanie po seansie było zresztą niemniej błyskotliwe, za co słowa uznania należą się nie tylko parze twórców, z którą rozmawiałem, ale bodaj po równo także publiczności, która zasypała Korka i Nel świetnymi pytaniami, chciała głęboko wejść w tematykę filmu, wybory bohaterów, ich rys charakterologiczny.

To chyba najlepsze miejsce, żeby właśnie o publiczności w Sokołowsku wspomnieć, bo dawno nie widziałem tak jakościowej wymiany myśli między szeroko pojętymi ludźmi kina a odbiorcami X Muzy. Wydaje mi się, że jest to osiągnięcie szczególne, pokazujące jak bardzo Hommage jest festiwalem inkluzywnym, ale też świetnie edukującym. Bo pytania są ciekawe, nie obok filmu, a wypowiedzi nie pozostawione bez ciekawego komentarza ze strony reżyserów, aktorów czy specjalistów w innych departamentach tworzenia filmu. W tym roku szczególnie aktywni byli w tym zakresie operatorzy – Sławomir Idziak, którego opinie powinny się w tym świecie liczyć jak mało kogo, i Piotr Jaxa, który w wielu projektach mu pomagał. A do Sokołowska przywiózł swoje niewydane jeszcze dla szerokiego spektrum odbiorców opus magnum czyli książkę o operatorach, z ich fotografiami przy pracy i nie tylko – perełka, ale też na razie najbielszy z białych kruków.

Jak udało się wychować taką publiczność? Praca u podstaw kilku osób jest tutaj aż nadto widoczna. Kiedyś swoją cegiełkę dokładał tutaj mocniej Michał Oleszczyk, nie można mu tego odebrać. Jednak od kilku lat głową tego projektu jest Diana Dąbrowska, dyrektorka artystyczna Hommage, która robi przy tym festiwalu wszystko. Dzięki niej także i ja pojawiam się w Sokołowsku już regularnie od paru lat, co daje niezwykłe możliwości rozwoju, wzbogacenia wiedzy, ale też co chyba najważniejsze poznania takich ludzi, że #GłowaMała.

I teraz pewnie powinienem wypełnić przestrzeń listą wszystkich, których na mojej sokołowskiej drodze poznałem, ale ograniczę się do kilku, bo reszta you know who you are 🙂

O Dianie mogę mówić tylko w superlatywach, bo poznałem ją też z bardzo prywatnej strony. Uważam, że mam całkiem niezłe wyczucie względem ludzi, a po spotkaniu jej wiedziałem od razu, że tak szybko się mnie nie pozbędzie:) I ja jej, co obydwojgu nam najwidoczniej odpowiada 🙂

Ekipa festiwalowa to poza nią także brawurowa Zuzanna Foggt, zawsze zaangażowana, szukająca gwiazd, które by jeszcze zaprosić na rok następny. To też Bożenna Biskupska, można byłoby powiedzieć nad-szefowa fundacji „In Situ”. To też przyjeżdżający z Dianą z Łodzi…Kędziorek, jej najlepszy piecho…i Jarek Grzechowiak, o którego doktoracie o Porębie słyszałem legendy, zawsze perfekcyjnie przygotowany i pomocny. Nie tylko w dokończeniu najdziwniejszej, ale też jednej z najlepszych pizz, które podaje lokalna knajpka. Te osoby oczywiście poznałem już wcześniej.

Ale jest też grupka nowych – Krzysztof Teodorowicz, który dwoił się i troił, i nie wiem za co przepraszał, bo trzeba żyć zasadą, że jak nie ma za co przepraszać to tego nie robimy. Bez niego te wydarzenia nie przebiegałyby tak, jak to określają Anglosasi, smooth – mam nadzieję, że się nie obrazi za to określenie: ludzka poduszka bezpieczeństwa z drygiem organizacyjnym. Poznałem też panów od spraw technicznych i chciałbym pewnie wymienić wszystkich, ale się nie uda, więc fanfary i czerwony dywan:

Jarosław Downar

Konrad Miklaszewski

Kuba Zalewski

Panowie – czapka z mojej głowy nie schodzi do teraz, a najbardziej szanuję, że poza całą w pełni profesjonalną robotą, stworzyliśmy chyba jakiś nieformalny team i komitywę, która na pewno dodawała wszystkim energii nawet w momentach trudnych, kiedy już oddychało się rękawami. Że tak się po sportowemu wyrażę.

Na koniec, co wydaje się paradoksalne, ale nie ma świadczyć o braku znaczenia: filmy. Zawsze świetne, bogactwo do wyboru. Czeskie, polskie, stare, nowe, dokumenty, fabuły, krótkie i pełne metraże. Każde. I co ważne: komentowane, wzbudzające emocje. Wspaniałe.

Drodzy, wszyscy wymienieni i niewymienieni powyżej: zrobiliście, a może zrobiliśmy (choć ja dołożyłem ledwo skromną cegiełkę) kawał wspaniałej roboty. Zgłaszam gotowość do większej pomocy przy 15., bo rzadko się świętuje taką rocznicę. A właściwie trzy rocznice. Widzimy się więc za rok, a już niedługo zabieramy się do pracy? Who is with me?

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *