Ostatnio za często dotykamy tutaj tematu śmierci. Odchodzą najważniejsi ludzie polskiej kultury. Odchodzą zdecydowanie za wcześnie. Do tej za długiej listy dopisaliśmy kolejne nazwisko. I naprawdę na miły Bóg ciężko o tym pisać.
Stanisław Soyka miał 66 lat. Powinien był pożyć jeszcze z 30. Niestety rzeczywistość okazała się inna. Moje dorastanie, przełom lat 80. i 90. to bodaj najwspanialszy okres jego kariery, w trakcie której dał wszystkim miłośnikom polskiej muzyki wiele wrażeń i jeszcze więcej przemyśleń, odnajdując się w jazzie, muzyce pop czy poezji śpiewanej. Niezapomniany pozostanie ten głos, ciepły, głęboki, z zębem.
Pewnie w głowach większości polskich Milenialsów wybrzmiewają dziś mądre słowa piosenki „Tolerancja”, w której Soyka niejako wyjaśniał…jak żyć. Górnolotnie brzmi, a jak trafnie i prosto Soyka to przedstawił w tym legendarnym utworze.
Nie skłamię, kiedy powiem, że jedną z moich ukochanych polskich piosenek, jest „Czas nas uczy pogody”. Przez lata żyłem w przeświadczeniu, że tekst Jacka Cygana może wybrzmieć tylko w wykonaniu Grażyny Łobaszewskiej. I wtedy nastąpiło odkrycie – kongenialne wykonanie Soyki. Zresztą niech mówi samo za siebie:
Nie byłbym sobą oczywiście, gdybym przy wspomnieniu wielkiego muzyka, nie sięgnął po najbliższe memu sercu tropy filmowe. W przypadku Soyki jest ich sporo. Zaskakujące są to inspiracje, jakże ciekawe, różnorodne. Z jednej strony Soyka bowiem stał się polskim Randy’m Newmanem w napisach kolejnych odcinków „Toy Story”, w których o najczystszej formie przyjaźni śpiewał „Druha we mnie masz”:
Z drugiej dołożył swoją cegiełkę do sukcesu „Zakochanego anioła”. „Cud niepamięci” odnalazł drugie życie w krakowskiej opowieści o aniele Giordano. Z kolei dzięki współpracy z Grzegorzem Turnauem, na ekranie muzycznie ożyło Soplicowo. Przepiękna to piosenka, w której z połączenia dwóch takich głosów, powstała perełka. Wzruszająca.
Kłócą się i kochają, polują i ucztują, nad życie wolność cenią, godzą się i spiskują – brzmi jak kwintesencja polskiej duszy. Soyka znał ją na wylot. Dlatego opłakując fakt jego odejścia, jednocześnie dziękujemy mu za to jak celnie opisywał naszą rzeczywistość. I pamiętał, żeby ten opis, zwykle trafny, nigdy nie był brutalny, a zawsze empatyczny i pełen zrozumienia. Czyli cech o której dzisiaj bardzo trudno.

Dodaj komentarz