Filmowe lata obrodziło nam w filmy, z których część zapewne wyląduje na wielu listach podsumowujących 2025 rok. Przynajmniej patrząc na tę piątkę, którą udało mi się dotychczas nadrobić. Jest w niej jednakowoż także jedno jedyne rozczarowanie letnich blockbusterów – „Jurassic World: Odrodzenia”. Może wiec od niego zacznijmy.
W tym kontekście mam jedno podstawowe pytanie: po jaką cholerę powstało „Odrodzenie”? Bo jeśli po to, żeby pokazać nowe dinozaury, to nawet tego zadanie nie udało się wykonać porządnie. Te najnowsze, hybrydy są przerażająco brzydkie, te które już znamy nudne. Brakuje przy nich interesujących bohaterów ludzkich, może poza Jonathanem Baileyem, który wyglądał na jedynego aktora na planie, któremu by się chciało. Niestety poziomem nie dociągnęli ani Scarlett Johansson, ani Mahershala Ali, ani reżyser Gareth Edwards, który pokazał indolencję narracyjną, brak wizji, a także bezguści w sposobie zamknięcia filmu. Finał wygląda tu tak, jakby został nakręcony bez światła. Bida.
Poza tym solidnym rozczarowaniem, nie wychodziłem z kina w innym nastroju, niż z uśmiechem na twarzy i pozytywnymi emocjami w sercu. I to nawet jeśli aktorskie adaptacje animacji – „Lilo i Stich” oraz „Jak wytresować smoka” – wyglądają, jak klasyczny skok na kasę. Wystarczyło w nich jednak serca i sentymentu do oryginały, żeby nie raz popłynęła mi przy nich łezka. W przypadku tego pierwszego wręcz wylałem ich hektolitry i wciąż uważam, że aktorska wersja „Lilo i Stich” wręcz poprawiła tę animowaną. Scena, w której pada „To moja rodzina” pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
Nostalgia towarzyszyła także seansowi rebootu „Nagiej broni”, który uważałem za gwarantowaną porażkę. Tymczasem tercet reżysera Akivy Schaffera i pary aktorskiej Liam Neeson/Pamela Anderson dał nam komedię, przy której Leslie Nieslen zaśmiałby się przynajmniej kilka razy. Ja zaśmiałem się kilkadziesiąt, ale chyba i tak najważniejsza była rekomendacja mojego taty, z którym seans okazał się absolutnie wspaniały. Chciało się zakrzyczeć w pewnym momencie „Enrico Pallazzo!”.
Tę część podsumowania zakończę seansem bodaj najbardziej zaskakującym – kiedy szedłem na „F1”, nie spodziewałem się, że obejrzę kolejną wersję „Top Gun: Maverick”, tylko nie w powietrzu, a na torze Formuły 1. Uznałbym to pewnie za coś negatywnego, gdyby nie dwa ważne aspekty – po pierwsze nie mam nic przeciwko „Maverickowi”, po drugie energia Josepha Koskinskiego za reżyserskim sterem, połączona z wręcz zaraźliwą charyzmą zespołu aktorskiego Brad Pitt/Kerry Condon/Damson Idris, pozwoliły „F1” zaistnieć z wielką mocą na ekranie. Rewelacyjny, emocjonujący film z przepięknie rozpisanym, ekscytującym finałem!
Oceny filmów:
Jurassic World: Odrodzenie: 4/10
Lilo i Stich: 9/10
Jak wytresować smoka: 8/10
Naga broń: 8/10
F1: Film: 9/10
W następnej kartce z letniego kalendarza filmowego przyjrzę się najnowszemu „Mission Impossiblem” oraz nowym adaptacjom komiksów spod znaku Marvela i DC.

Dodaj komentarz