Po takiej porażce, jakiej doznała Amanda Anisimova w finale Wimbledonu z Igą Świątek, niewiele zawodniczek pozbierałoby się w stylu, jaki Amerykanka pokazała w ćwierćfinałowej potyczce z najlepszą polską tenisistką w historii. To ona zagra w półfinale US Open 2025.
Już po pierwszych gemach można było się zorientować, że powtórki ze spacerku w All England Clubie nie będzie. Amanda Anisimova wyszła na kort im. Arthura Ashe’a w zupełnie innym nastroju. Co prawda od razu oddała serwis, ale jej zachowanie po tej stracie pokazało, że żadne z wimbledońskich demonów nie wróciły.
Zagrała z Igą Świątek absolutnie kapitalne spotkanie – dominowała w wymianach, o czym świadczy stan winnerów 23-13. Popełniła także mniej niewymuszonych błędów – ta statystyka w ogóle pokazuje jej przewagę, bo zakończyła mecz z dodatnim bilansem wygranych piłek i błędów – 10! Nie ma wątpliwości, która z nich miała inicjatywę w tym meczu i trzeba oddać Anisimovej, że zasłużenie wygrała z Igą.
Nasza zawodniczka nie zagrała jakiegoś makabrycznie słabego meczu, ale trafiła zwyczajnie na świetnie dysponowaną tenisistkę, która z automatu staje się mocną kandydatką do triumfu w turnieju. Szczególnie, że jeśli przejdzie fazę półfinałową, to najpewniej trafi na Arynę Sabalenkę, z którą Amerykanka potrafi grać wyjątkowo skutecznie. Jeśli utrzyma moc i precyzję swoich uderzeń z obu stron i w miarę stabilnie będzie serwować, to ona może znieść puchar w sobotę.
Serwis okazał się z kolei największą bolączką Polki w całym turnieju – nie potrafiła w żadnym pojedynku, poza tym gładko wygranym z Alexandrovą, nawiązać do swojej formy serwisowej z Wimbledonu i Cincinnati. 52% pierwszego podania w meczu ćwierćfinałowym świadczy o tym najlepiej, żeby już nie wspominać o niemożliwej ilości podwójnych błędów serwisowych z meczu z Anną Kalinską.
Ten sezon wielkoszlemowy, jak każdy od 2022 roku Iga kończy z przynajmniej 1 triumfem (2022 dwa, 2023 jeden, 2024 jeden, 2025 jeden). Nikt nie powinien mówić, że to mało, bo w tym trudnym roku był to triumf na Wimbledonie czyli na kortach trawiastych, które do tej pory były dla niej najtrudniejsze. Po ciężkich starcie w sezon i porażce 0:6 w rozstrzygającym secie półfinału Roland Garros z Sabalenką, nie ma wątpliwości, że Iga wróciła na swoje miejsce w kobiecym tenisie. Nawet jeśli jeszcze nie na sam szczyt, to szansa na powrót na pierwszą pozycję w rankingu w przyszłym roku wydaje się jeszcze większa. A w międzyczasie Azja i WTA Finals – czekamy!

Dodaj komentarz