Stan umysłu

Iga Świątek wciąż gra w tegorocznym US Open i pozostaje jedną z faworytek do ostatecznego triumfu. Kamil Majchrzak wygrał jeden z najbardziej dramatycznych meczów w swojej karierze, pokonując w drugiej rundzie Karena Khachanova, po obronie 5. piłek meczowych. Dodajmy do tego zupełnie przyzwoity występ Magdy Fręch. A i tak najgłośniej w Nowym Jorku wybrzmiewa nazwisko niejakiego Piotra Szczerka, prezesa firmy Drogbruk. Smutna rzeczywistość.

Przypomnę: po wygraniu dramatycznego meczu z Khachanovem, Kamil Majchrzak rozdaje autografy. W pewnym momencie ściąga z głowy czapkę i ewidentnie podaje ją młodemu chłopcu, który czeka na prezent od ulubionego tenisisty. Po czapkę sięga jednak dorosły mężczyzna, który mimo bardzo widocznej reakcji dziecka, „zgarnia” ją dla siebie i chowa do torby swojej partnerki. Internauci szybko identyfikują „złodzieja” czapki jako Piotra Szczerka, polskiego biznesmena, bardzo majętnego prezesa Drogbruku. Backlash jest bardzo szybki i zasłużenie brutalny.

Szczerek zamiast wyciągnąć wnioski, rzekomo wydaje oświadczenie, które można streścić w następujący sposób: takie czasy, kto pierwszy ten lepszy, kto silniejszy ten wygrywa, bo wszyscy bierzemy udział w wyścigu szczurów. Nie poczuwa się do odpowiedzialności, grożąc wręcz, że wszelka krytyka będzie analizowana przez prawników.

Po kilku godzinach od pierwszego oświadczenia, ukazuje się drugie o kompletnie odwrotnej treści, w którym Szczerek przeprasza. Dość miękko i nieprzesadnie przekonująco dodam, przy okazji ujawniając, że poprzednie oświadczenie jest fałszywe. Przytoczę parę fragmentów:

W emocjach, w tłumie radości po zwycięstwie, byłem przekonany, że tenisista podaje czapkę w moim kierunku – dla moich synów, którzy prosili wcześniej o autografy. To błędne przekonanie sprawiło, że odruchowo wyciągnąłem rękę. Dziś wiem, że zrobiłem coś, co wyglądało jak świadome odebranie pamiątki dziecku. To nie była moja intencja, ale to nie zmienia faktu, że zraniłem chłopca i zawiodłem kibiców. Czapka została przekazana chłopcu, a przeprosiny rodzinie. Mam nadzieję, że chociaż częściowo naprawiłem wyrządzoną krzywdę. (…)

To dla mnie bolesna, ale potrzebna lekcja pokory. Dlatego też jeszcze aktywniej będę się włączał w inicjatywy wspierające dzieci i młodzież oraz działania przeciwko przemocy i hejtowi. Wierzę, że tylko przez czyny mogę odbudować utracone zaufanie. Jeszcze raz przepraszam wszystkich, których zawiodłem. Proszę o zrozumienie – w trosce o moją rodzinę zdecydowałem się wyłączyć możliwość komentowania tego wpisu

Po takich sytuacjach zawsze pojawia się u mnie z tyłu głowy myśl…”Yeah, right”. Obejrzyjcie sobie ten film raz jeszcze i powiedzcie czy wiarygodnie brzmi to zdanie: „W emocjach, w tłumie radości po zwycięstwie, byłem przekonany, że tenisista podaje czapkę w moim kierunku”.

Po kolejnym obejrzeniu myślę sobie, że Szczerek nie jest w pełni nomen omen…szczery. Lekko mówiąc. Jego tłumaczenie to wicie się człowieka, który został złapany na gorącym uczynku. Reakcja na jego słowa może być jedna: uśmiech politowania.

Trudno inaczej ocenić jego zachowanie jako żenujące, niegodne człowieka z jego pozycją. Co gorsza wygląda na wykonane na zimo, z myślą, że ujdzie mu na sucho. Bo takim ludziom takie rzeczy uchodzą. Pech Szczerka, a szczęście nasze, że kamery teraz są wszędzie i uchwycą każdą „chwilę słabości”.

Jednak trudno mówić tutaj o słabości. Dlatego, nawet biorąc pod uwagę zapewnienia o fałszywości pierwotnego oświadczenia, Szczerkowi najpewniej bliżej jest do właśnie takiego mindsetu. Bo jak już powiedziałem, ludziom posiadającym takie pieniądze i wynikającego z nich wpływy, wszystko uchodzi na sucho. W jakiejkolwiek sytuacji by się nie znaleźli czy oni sami, czy członkowie ich rodzin. Ile razy słyszeliśmy o prokuratorach, którzy umarzają śledztwa w sprawach wypadków z udziałem dzieci polityków, biznesmenów. Jak chodzi zaś o maluczkich, mała pomyłka w rozliczeniu podatkowym, może prowadzić do problemów, które się ciągną za ludźmi latami. Nie usprawiedliwiam żadnego z zachowań, wskazuję tylko mechanizm, w którym to ten mniej znany czy wpływowy, niemal zawsze stoi na straconej pozycji.

Stan uprzywilejowania przekłada się w takich przypadkach na oderwanie od rzeczywistości, które z kolei staje się przyczyną nieadekwatnej pewności siebie. Ta z kolei przeobraża się w zachowania absolutnie skandaliczne. Szczęście w nieszczęściu w tym wypadku małe i w teorii nic nieznaczące, ale jednak bolesne choćby dla tego chłopca, który liczył na prezent od swojego sportowego idola.

Może powiecie, że moja frustracja jest przesadzona, ale wydaje mi się, że nie wolno doprowadzić do sytuacji, w których takie „akcje”, teoretycznie mało istotne, będą po nas spływać, bo marazm i akceptacja dla zachowań nieakceptowalnych to pierwszy, a raczej nie pierwszy już krok, do kompletnej inercji. Zjawiska, które przy tak ewidentnym rozwarstwieniu społecznym, jakie widać nie tylko w naszym kraju, doprowadzi do jeszcze silniejszego oddalenia się od siebie klas społecznych. A to może tylko wzmocnić tych już mocnych, a osłabić tych w trudniejszej sytuacji.

(foto: RMF 24)

komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *