Jedną z pierwszych decyzji nowej dyrektorki festiwalu Berlinale Tricii Tuttle było usunięcie sekcji Encounters (wprowadzonej przez poprzedniego dyrektora Carlo Chatriana) i utworzenie w zamian specjalnego konkursu dla najciekawszych debiutów. Perspectives w swoim założeniu miała być platformą dla młodych twórców z całego świata, która stawiała przede wszystkim na szeroki wachlarz wrażliwości, odważne patrzenie na formę filmową, a także prezentującą fascynujące perspektywy oraz nowe sposoby patrzenia na świat. Czy selekcja sprostała dość dużym oczekiwaniom i rzeczywiście dała przestrzeń do eksplorowania nowych horyzontów kina? Odpowiedź na to pytanie według mnie brzmi twierdząco.
Forma filmowa, a opowiadana historia
Oglądając kolejne tytuły sekcji Perspectives rzuciła mi się w oczy pewna zależność. Większość prezentowanych tutaj filmów stawiało na radykalne podejście do strony formalnej, ale nie zatracało przy tym uwagi poświęconej tematowi. Najlepszym przykładem jest zdecydowanie znakomite „BLKNWS: Terms & Conditions”, które w eksperymentalnej formie eseju łączącego ze sobą sztuki wizualne, instalację z Biennale, quasi-dokument, czy film fabularny prowadzi narrację o kulturze czarnoskórej oraz doświadczeniu rasizmu na przestrzeni lat. Wywodzący się ze świata teledysków reżyser Kahlil Joseph sprytnie przemycił w swoim debiucie ten filmowy rodowód. Całość zbudowana jest na zasadzie albumu muzycznego z podziałem na 21 utworów. Jednak eseistyczna otoczka nie odwróciła uwagi od najważniejszego – tematu – który pomimo audiowizualnych ekscesów wysuwa się na pierwszy plan. Doświadczenie czarnoskórej społeczności dominuje nad filmową materią poruszając szereg ważnych zagadnień. Dzięki temu w teledyskowej, filmowej oprawie udało się zawrzeć przesłanie, które wybrzmiewało w macierzystej wystawie BLKNWS na Biennale w 2019 roku. Drugim przykładem potwierdzającym założenia sekcji jest węgierski „Growing Down”, który imponuje konsekwentnym stawianiem na bezkompromisowe wybory artystyczne skąpane w czarno-białych kadrach operatora Kristófa Deáka. Pełnometrażowy debiut Bálinta Dániela Sósy to skrupulatnie wyreżyserowana szkatułka, która kolejnymi scenami dokłada dodatkowe konteksty oraz filmowe tropy. Obraz ten niejednokrotnie nawiązuje do dzieł węgierskiego mistrza Béli Tarra, kamera w długich ujęciach niespiesznie porusza się po planie ukazując emocjonalne stany postaci. „Growing Down”, podobnie jak BLKNWS, podporządkowuje jednak formę opowiadanej historii i to ona stanowi o głównej sile filmu. Problemy moralne, z którymi mierzą się bohaterowie w wyniku pewnego tragicznego zdarzenia zdają się zadawać pytanie o sens prawdy i konsekwencji z nią związanych. Czy żyć w kłamstwie i uciec od odpowiedzialności, czy może przyznać się i odpowiedzieć za skutki fatalnego wypadku?
Młodzieńcze rozterki, czyli uroki dojrzewania
Jednym z tematów podejmowanych przez twórców w berlińskiej sekcji debiutów było szeroko pojęte dojrzewanie. Niewątpliwym objawieniem festiwalu okazał się słoweński „Little Trouble Girls”, który doskonale połączył ze sobą kino inicjacyjne z realizmem magicznym. Reżyserka Urška Djukić za główny przedmiot swojego pierwszego filmu uczyniła rodzącą się potrzebę seksualności wśród nastoletnich dziewczyn chodzących do katolickiej szkoły. Djukić z dużym smakiem i wrażliwością przygląda się swoim bohaterkom, nie oceniając ich, a przedstawiając ludzkie potrzeby. Film słoweńskiej twórczyni skupia się na sensualnym wymiarze kina, działa poprzez drobne gesty, kieruje wzrok widza na detale, szczegóły. Innym tytułem, który podejmuje owe zagadnienie (choć w zupełnie odmiennym kontekście) jest francuski „That Summer in Paris” o trzydziestoletniej Blandine, która przyjeżdża do Paryża by obejrzeć występ swojej przyrodniej siostry na Igrzyskach Olimpijskich. Dojrzewanie w tym przypadku przedstawione jest z różnej strony. Bohaterka bowiem zmaga się z licznymi kompleksami wiejskiej dziewczyny, a olimpijskie miasto zdaje się ją nieco przytłaczać. Jednak podczas podróży przechodzi ona przemianę przełamując wewnętrznie blokujące psychiczne bariery. Beztroskie kino utrzymane w duchu Mii Hansen-Løve, które uwodzi uchwyceniem czystych, autentycznych emocji.
Slow-cinema ciągle w modzie
Komisja selekcyjna zauważyła na szczęście dwa dość ciekawe przykłady neomodernistycznego nurtu. Slow-cinema, przez niektórych uważane za zjadające od paru lat swój ogon, wciąż jednak potrafi zaskakiwać czego dowodem jest filipińskie „Where the Night Stands Still”. Korzystające z klisz innego Filipińczyka Lava Diaza ogrywa je w ciekawy sposób nie popadając przy tym w kopiowanie stylu. Z drugiej strony wizualnie przepiękny tajwański „Eel”, który mądrze korzysta z realizmu magicznego wkomponowanego w zadumę nad samotnością współczesnego człowieka. Kino kontemplacji pozostaje w dobrej kondycji, a młodzi twórcy chętnie sięgają po charakterystyczny nurt powolności. Wystarczy tylko się nie bać i pozwolić porwać się niespiesznej rzece znaczeń, symboli czy filmowej medytacji. Właśnie za takie przeżycia pokochałem niegdyś nowohoryzontowe kino.
Sekcja Perspectives zaliczyła udany debiut i pomimo mojego wstępnego sceptycyzmu godnie zajęła miejsce ukochanej przez wielbicieli kina artystycznego sekcji Encounters. Pieczołowicie zaprogramowana przez selekcjonerów zaprezentowała szereg ciekawych filmów o szerokim spektrum wrażliwości. Ode mnie znaczek jakości i już nie mogę się doczekać przyszłorocznej selekcji.
Dodaj komentarz