Brutalizm, nurt architektoniczny rozwijający się od lat 50. XX wieku, charakteryzuje się surowością formy, eksponowaniem materiałów konstrukcyjnych, zwłaszcza surowego betonu, oraz monumentalnością struktur. Jednym zdaniem: brutalizm to najpiękniejsza manifestacja surowości, gdzie brzydota staje się sztuką. Jak ma się to do świata filmowego?
Brady Corbet w swoim najnowszym filmie „The Brutalist” przenosi te cechy na wielki ekran, zgrabnie wrzucając widza w wir wydarzeń. Gdzie jesteśmy, co się właśnie wydarzyło i kim jest główny bohater? Wydaje się, że to nie ma znaczenia w momencie dotarcia do Ziemi Obiecanej – ale czy na pewno? Już w sekwencji otwierającej, gdy węgierski architekt László Tóth (Adrien Brody) przypływa do Ameryki, widzimy odwróconą Statuę Wolności – symbol nadziei staje się zapowiedzią przewrotności losu i wyzwań, które czekają na bohatera. Ten obraz nie tylko ustawia ton interpretacji całego filmu, ale również podkreśla dualizm doświadczeń imigranta: marzenie o wolności kontra brutalna rzeczywistość.
Corbet z mistrzowską precyzją buduje świat pełen monumentalnych, lecz surowych obrazów piętrzącego się miasta, które kontrastują zamkniętą postawą i skrytą naturą Tótha. Reżyser kładzie nacisk na wizualną narrację, gdzie obraz często mówi więcej niż dialog. Archiwalne zdjęcia, długie ujęcia betonowych struktur, kontrastujące z delikatnością ludzkich emocji, tworzą atmosferę napięcia i izolacji. Ta gra obrazem, silniejsza niż słowo, podkreśla samotność jednostki w obliczu monumentalnych idei i struktur społecznych.
Istotnym elementem budującym klimat „The Brutalist” jest praca operatora obrazu, Lola Crawley’a. Światło, refleksy i subtelne przejścia tonalne sprawiają, że film wydaje się miękki i niemal eteryczny, co stoi w wyraźnej sprzeczności z surowością architektury i betonowych przestrzeni, a także wyszczerbionym wnętrzem głównego bohatera. Crawley sprawnie balansuje między monumentalnością a intymnością, co dodaje filmowi niezwykłej plastyczności i emocjonalnej głębi.
Na szczególne uznanie zasługuje rola Adriena Brody’ego, który w filmie Corberta daje jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – występów w swojej karierze. Jego kreacja László Tótha to mistrzowska mieszanka nadziei, głęboko tłumionych traum i wewnętrznego konfliktu. Każda jego emocja jest wyczuwalna i zasługuje na najwyższe wyróżnienia – myślę, że brak uhonorowania tego występu nagrodą Oscara będzie ogromnym zaskoczeniem.
„The Brutalist” to dzieło wyjątkowe – monumentalna opowieść o wolności i złamanych marzeniach. Corbet konstruuje swój film jako prosty betonowy gmach, który z pozoru wydaje się surowy i nieprzystępny, lecz z każdą sceną odsłania swoje ukryte piękno i emocjonalną głębię. To hipnotyzująca, niemal rzeźbiarska interpretacja antyamerykańskiego snu – pełna sprzeczności, wątpliwości i refleksji, które długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Arcydzieło? Tak, bez wątpienia.
Dodaj komentarz