Mateusz Rot: Z niedzieli na poniedziałek długo wyczekiwana gala rozdania Oscarów. Oficjalne zwieńczenie całego, długiego sezonu nagród filmowych i najważniejsza dla kinomanów noc w roku. Dzisiaj wraz z Maciejem Stasierskim przedstawimy dla Was nasze ostateczne przewidywania, które filmy i którzy aktorzy będą nagrodzeni upragnioną złotą statuetką. Zacznijmy od najważniejszego pytania – jaki film otrzyma Oscara w głównej kategorii?
Maciej Stasierski: Żeby jakoś się od Ciebie różnić, powinienem powiedzieć, że “Konklawe”. Jeszcze miesiąc temu brzmiałoby to absurdalnie, szczególnie po pominięciu Bergera w kategorii reżyserskiej. Ponadto w międzyczasie “Anora” zgarnęła DGA i PGA, dzień po dniu. Jednak Brytyjczycy i aktorska gildia nieco w tym wszystkim namieszała. Wydaje się, że jednak nie na tyle, żeby “Anorze” odebrać tego Oscara. Chciałbym, żeby wygrała “Emilia Perez”, bo byłby to środkowy palec pokazany przez Akademię w stronię, nie będę się tu gryzł w język, idiotów, którzy uwzięli się na film Jacquesa Audiarda, od miesięcy wylewając na niego swoje wszelakie frustracje. Bolesne. Zgadzasz się ze mną?
Mateusz: Zgadzam się w 100%. Emilia Perez to film roku i w idealnym świecie pewnie by wygrała, ale wiemy jak jest… Realnie w wyścigu pozostały trzy tytuły: „Anora”, „Konklawe” i… „I’m Still Here”. Pewnie dziwicie się dlaczego wymieniłem brazylijskiego kandydata, bowiem nic za bardzo nie wskazuje na jakikolwiek sukces tego filmu. Daję jemu 5% szans z tego względu, że Akademicy zaczęli oglądać i odkrywać go dopiero po nominacjach (trochę jak w przypadku „CODY” parę lat temu). Sony odpowiedzialne jest za znakomitą kampanię, która może przynieść nieoczekiwany sukces brazylijskiego kina. Oczywiście to mało prawdopodobny scenariusz, ale go nie wykluczam. Trochę więcej, bo 35% szans daję „Konklawe”, które wygrało nagrodę BAFTA i SAG dla najlepszej obsady, a taki zestaw czasami dawał zwycięstwo na Oscarach. Jednak wciąż mocnym faworytem pozostaje „Anora”, która w moich oczach ma 60% szans na wygranie. Film Seana Bakera wygrał PGA, DGA, WGA i Critics Choice, a taki zestaw przegrał tylko raz w historii tych nagród („Tajemnica Brokeback Mountain” uznała wyższość zwycięzcy SAG, czyli „Miasta gniewu”). Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują sukces „Anory”. A jak prezentuje się sytuacja w rolach pierwszoplanowych?
Maciej: Wydaje mi się, że mamy tu dwie skrajnie różne sytuacje: w męskiej kategorii, mimo potknięcia na SAG i niespodziewanej nagrody dla Timothee Chalamet za impersonation Boba Dylana, wciąż głównym faworytem do wygrania statuetki jest Adrien Brody. Byłoby to zwyczajnie smutne, gdyby akurat on wysypał się na samej końcówce wyścigu, bo dla mnie jest bezapelacyjnie kreacją roku, chyba bez rozróżniania ze względu na płeć. To co Brody robi w “The Brutalist” jest aktorskim kosmosem, który powinien zostać nagrody. Jeśli nie on, to dla mnie paradoksalnie mocniejszy staje się Fiennes, jeśli Akademia uznałaby, że potencjalnego zwycięzcę Oscara w kategorii głównej należy także nagrodzić w kategorii aktorskiej. Zgadzasz się, że Brody jest faworytem? Zacytowałbym klasyka: “To zwycięstwo mu się po prostu należy”.
Mateusz: Adrien Brody w końcu dostał rolę na miarę swojego talentu i jestem praktycznie pewny, że zdobędzie tego Oscara. Zarówno w tej, jak i w żeńskiej kategorii kluczowy według mnie jest termin nagród BAFTA i SAG. Rozdanie brytyjskiej nagrody miało miejsce tuż przed końcem głosowania na Oscary i dawało potężne wsparcie na samym końcu wyścigu. Gildia aktorów natomiast ogłosiła swoich zwycięzców tydzień po zakończeniu głosowania, więc teoretycznie nie miała wpływu na oscarowe wyniki. Z tego względu typuję właśnie Adriena Brody’ego, jak i Mikey Madison, która zaskakująco na ostatniej prostej zdaje się mogła wyprzedzić robiącą sweepa Demi Moore. Ta kategoria wydaje się mniej oczywista, bo mamy do czynienia z walką pomiędzy potężną narracją doświadczonej aktorki powracającej do kina z narodzinami nowej gwiazdy Mikey Madison. Patrząc na poprzednie lata to właśnie BAFTA była kluczowa w tej kategorii, a przypadek porażki Cate Blanchett, która wygrała u Brytyjczyków wiązał się z faktem, że „Wszystko wszędzie naraz” było najmocniejszym tytułem w sezonie i Michelle Yeoh dostała nagrodę niejako siłą filmu. Przekładając to na ten sezon ten argument działa też na korzyść Madison, która zagrała w prawdopodobnym oscarowym zwycięzcy. Natomiast mocnym argumentem za Demi Moore jest fakt, iż „Substancja” wygra charakteryzację, a ta kategoria często łączy się z Oscarem aktorskim. Bardzo wyrównana stawka i podejrzewam, że różnica głosów będzie bardzo niewielka. A Tobie bliżej do Madison czy Moore? A może zaskakująco Fernanda Torres?
Maciej: Najchętniej postawiłbym na Cynthię Erivo, ale to już dawno przebrzmiała melodia. Kilka lat temu w życiu nie pomyślałbym, że będziemy analizować możliwość otrzymania Oscara przez Demi Moore, aktorkę, która szczyt swojej kariery miała circa about w pierwszej połowie lat 90. poprzedniego wieku. Tymczasem teraz szanse na otrzymanie przez nią statuetki oceniam na około 50 procent, tyle samo co Mikey Madison. Nie ma ostatnio dnia, w którym nie zmieniłbym zdania w przypadku akurat tej kategorii. Jeśli stawiamy na mocne rozdanie dla “Anory”, w tym reżyserię, o czym pogadamy niebawem, to Madison wydaje się sensowna – ostatecznie przekonuje mnie to co napisałeś na temat zmiany terminu BAFTA i SAG, korespondujący z końcówką głosowania Akademików. Z drugiej strony to duże gremium bywa sentymentalne, a nagroda dla Demi Moore byłaby kwintesencją ich sentymentalizmu. Gdyby to była rola w body horrorze, tylko w jakimś poważnym dramacie, gdzie ona umiera na nowotwór, nie miałbym wątpliwości. Teraz myślę o tym, że “Substancja” jako taka, film reprezentujący gatunek dotychczas nieobecny na Oscarach, może wyjść z tej gali z okrągłym zerem. Dlatego chyba ostatecznie postawię na…Torres 😛 W imię zasady, gdzie dwie się biją, tam trzecia korzysta. Zaskoczyłem, co? Czy podobnie zaskoczą drugie plany, bo nic na to chyba nie wskazuje?
Mateusz:Wow! Szanuję odwagę! Drugie plany od początku sezonu układały się po myśli Kierana Culkina za „Prawdziwy ból” oraz Zoe Saldany za „Emilię Perez” (której na szczęście nie przeszkodziły żadne kontrowersje). Ich kreacje zostały nagrodzone na wszystkich ważnych rozdaniach i sytuację mamy praktycznie ustawioną w 99%. Ten 1% daję na jakieś trzęsienie ziemi, ale realnie patrząc nic nie powinno się wydarzyć. Culkin i Saldana wygrają Oscary.
Maciej: Tak jest, cieszy to, bo Saldana dała w “Emilii Perez” bez wątpienia jedną z najlepszych kreacji roku (wbrew temu co piszą komentujący w internecie, gdzie pisze się, że dostanie Oscara za całokształt, bo przecież nie za ten filmowy paździerz), zaś Culkin, którego roli nie cenię aż tak wysoko, ale jego samego za to bardzo, przecież swojego Oscara będzie mógł zadedykować swojemu polskiego doświadczeniu. Co przecież zawsze jest miłe. Na koniec zostawiłem dla mnie największy bajzel – reżyserię. Czy mylę się i po DGA bajzlu tu nie ma żadnego, czy jednak po Globach i Baftach dla Corbeta, i kuriozalnym wskazaniu Critics Choice Awards, może się w tej kategorii jeszcze dużo wydarzyć?
Mateusz: Critics Choice wskazały najlepiej! Jon M. Chu zasłużył przynajmniej na oscarową nominację za wskrzeszenie widowiska musicalowego rodem ze Złotej Ery Hollywood. A wracając do wyścigu, co roku wyznaję zasadę, że DGA praktycznie zawsze wskazuje nam zwycięzcę w reżyserii. Podejrzewam, że w tym roku będzie podobnie, bo „The Brutalist” nie wzbudza takiej pasji w USA (nie wygrał ŻADNEJ amerykańskiej gildii), więc Corbet musiałby liczyć na potężne wsparcie zagranicznych Akademików. Najbezpieczniej w tej sytuacji postawić po prostu na Seana Bakera, którego film stanie się największym zwycięzcą oscarowej gali. Tak będzie, róbcie screeny!
Maciek: Screeny zrobione. Na koniec zapytam: czy Oscary mają jeszcze tak duże znaczenie jak kiedyś?
Mateusz: Patrząc na oglądalność gali w USA Oscary nie wzbudzają już takiego zainteresowania jak jeszcze kilkanaście lat temu. Niemniej dla kinomanów wciąż pozostają najważniejszymi nagrodami filmowymi na świecie. Mimo wszelkich wad co roku zarywamy noc by oglądać galę, dyskutować o nich, a często przeklinać ich wybory. Ale właśnie w tym tkwi ten urok. Oscary zawsze będą miały szczególne miejsce w moim sercu.
Dodaj komentarz