W swojej pierwszej książce, współtwórczyni Stanu Wyjątkowego, znakomita dziennikarka polityczna Dominika Długosz, opowiada o kulisach administracji prezydenckich w Polsce od Lecha Wałęsy jako pierwszej głowy państwa wybranej w wyborach powszechnych, po kończącego właśnie swoją kadencję Andrzeja Dudę. Z „Tajemnic Pałacu Prezydenckiego” wyłania się zaskakujący obraz: każdy z dotychczasowych rezydentów pałacu przy Krakowskim Przedmieści w inny sposób próbował „ułożyć” ten urząd pod siebie, co udawało się z różnym skutkiem, i każdy po wyprowadzce z pałacu stawał się właściwie polityczną skamieliną, która może przez parę lat udzielać się jako komentator, ale i to źródełko w pewnym momencie wysycha, a człowiek zostaje sam z tytułem byłego prezydenta, o którym przypomina mu specjalna prezydencka emerytura.
Bardzo dobrym elementem książki redaktor Długosz jest próba uchwycenia każdej z prezydentur III RP z wielu stron, urzędniczej czyli szeroko pojętej administracji – urzędników, doradców, nawet oficerów Służby Ochrony Państwa. Dokłada do tego także tę warstwę rodzinną oraz w sposób oczywisty tę prezydencką. W tej ostatniej kreśli ciekawe, pełne empatii portrety ich osobowości, nie zapominając w końcu o pomyśle na sprawowanie urzędu, o ile takowe koncepcje da się w ogóle odczytać i zrozumieć.
Szalenie ciekawie, bodaj najbardziej interesująco, wypadają portrety pierwszych dam Rzeczypospolitej: od pozostawionej samej sobie Danuty Wałęsowej, która nigdy nie zamieszkała na stałe w pałacu, przez rewolucyjnie nastawioną Jolantę Kwaśniewską, która zmieniła postrzeganie zarówno tego „stanowiska”, jak i pałacu, który zmieniła pod siebie. I jak się okazuje w dużej mierze ten styl pod Jolantę w pałacu pozostał. Potem przyszedł czas na najbardziej bodaj empatyczny portret Marii Kaczyńskiej, bezapelacyjnie najwspanialszej pierwszej damy III RP – osoby szalenie ciepłej, opiekuńczej, potrafiącej przekazać swoje często inne podejście, która jednak nie tylko przez całą, przerwaną tragicznie kadencję Lecha Kaczyńskiego, ale też czas wspólnego życia przed prezydenturą, musiała walczyć o pozycję. Z matką Jadwigą, z Jarosławem. Znosiła to z niesłychaną godnością – wspaniała, ludzka postać, w porównaniu choćby z radykalnie nastawioną na zmiany i podwyższanie statusu pary prezydenckiej Kwaśniewską, Maria Kaczyńska pozostała wspierającą, ale działającą jednak z drugiego szeregu żoną, której chaotyczny Lech bardzo potrzebował. Paradoks: wydaje mi się, że Kaczyńska po części czuła się w pałacu jak osoba występująca nie w tym filmie, z drugiej jednak strony ten pałac okazał się miejscem, które trochę na taką osobę nie zasłużyło.
Jak redaktor Długosz ocenia naszych prezydentów i ludzi, którymi się otaczali? Myślę, że nie trudno odnieść wrażenie, że z daleko idącym dystansem, raczej krytycznie opisuje Wałęsę. W cynicznym tonie, który obiera w rozdziale o Dudzie, nietrudno rozpoznać ocenę ostatnich dziesięciu lat. Pełen goryczy, słodko-gorzki jest rozdział o Lechu Kaczyńskim, z kolei bez emocji, zgodnie ze stylem sprawowania prezydentury, ten o Bronisławie Komorowskim. Najwięcej czasu poświęca Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, bo też za jego prezydentury tak naprawdę dowiedzieliśmy się jak ten urząd się sprawuje, jakie napotyka się na swojej drodze problemy, że żyje się trochę od kryzysu do kryzysu.
Poza ciekawymi, dobrze udokumentowanymi opowieściami o poszczególnych prezydentura, trzeba docenić świetny styl redaktor Długosz, który angażuje czytelnika. Pod jej ręką historie są żywe, opowiadane w znakomitym tempie. Czyta się je trochę jak political fiction, z tym że opisywaną są prawdziwe sytuacje. Można powiedzieć, że te prezydentury to samograje do tego typu opisu, ale między Bogiem a prawdą, to guzik prawda, bo o dawnych czasach Wałęsy czy 5 latach pod żyrandolem Komorowskiego trudno było opowiedzieć ciekawie. A jednak!
Dodaj komentarz