Magazyn 

KOLUMNA MUZYCZNA: R.I.P. JOHN WETTON (1949-2017)

Zaczynał w latach 60. jako organista kościelny. Niestety skończyć też będzie musiał przy dźwiękach organu. 31 stycznia na raka grubego jelita zmarł brytyjski multiinstrumentalista i producent John Wetton. Dzisiejsza Kolumna czci jego pamięć.

Do pierwszego poważnego zespołu Wetton trafił w 1971 roku, mając 22 lata. Był to zespół Family, który, jeżdżąc w trasy z legendami pokroju Jethro Tull i Emerson, Lake & Palmer, na ich tle pozostawał na drugim planie, jednak na wyspie zachował renomę lideru podziemia przełomu lat 60. i 70., a siedem płyt zespołu wchodziły do trzydziestki UK Albums Chart. Family nie zostali przyjęci w Ameryce i byli tym najwidoczniej rozczarowani, gdyż ich ostatnia płyta It’s Only a Movie zawierała… muzykę country – taka oto smutna ironia. Wetton nawet nie brał udziału na tej ostatniej płycie – za to zagrał na dwu poprzednich, i to na kilku instrumentach.

W 1972 roku King Crimson skończyli trasę Earthbound. Zespół opuścili Mel Collins, Ian Wallace i Boz Barrell, by ukształtować formację Snape, i Robert Fripp zaczął szukać nowych muzyków. Koniec końców zostali zaproszeni: perkusjonista-improwizator Jamie Muir; Bill Bruford, który dla King Crimson opuścił prosperujących Yes; David Cross na smyczkach, Richard Palmer-James na wokalu i John Wetton, były kolega Frippa z uczelni (surprise!) Już po roku wydali płytę Larks’ Tongues in Aspic, zauważalnie różniącą się od tego, co było słychać od Crimsonów dotychczas, a jeszcze rok później – legendarną Red, na którym się znajduje chyba najbardziej znany kawałek Crimsonów – piękna ballada Starless.

Znalazłem nowszy występ na żywo, podobno z koncertu w Polsce. I co, że nie oryginalnym składem – spisują się tutaj wprost świetnie. Zdecydowanie rekomenduję przesłuchać wszystkie trzy utwory.

Płytę Red Crimsoni nagrali w tak dużym składzie, że nie mogli się zebrać razem, by zrobić trasę, więc Fripp z rozpaczy ogłosił rozchód. Wetton trochę pograł z Brianem Ferrym, ale coś nie pykło, i nie znalazł się w Roxy Music. Znalazł się za to w Uriah Heep, gdzie od razu zaczął rzucać pomysłami i tym pozytywnie wpłynął na zespół. Od razu nagrali krążek Return to Fantasy (1975), który wzniósł się wysoko w chartach europejskich i po którym Heepi zrobili roczną euroamerykańską trasę, przejechawszy 48 tysięcy kilometrów. W Louisville’u Mick Box spadł ze sceny i połamał rękę, po czym wstał i zagrał set do końca, a kolejne koncerty grał w gipsie, robiąc sobie 3 zastrzyki przeciwbólowe dziennie. To jest determinacja!

Koniec lat 80. odznaczył się dla Wettona projektem supergrupy UK z Billem Brufordem, klawiszowcem i skrzypkiem Eddiem Jobsonem z armii Franka Zappy i Allanem Holdsworthem. Grali razem przez trzy lata, nagrali dwie płyty studyjne i jedną koncertową. W 2011 roku Wetton i Jobson zrobili trasę ze znanymi muzykami sesyjnymi (wśród nich Marco Minnemann, Terry Bozzio i Virgil Donati), lecz na tym poprzestali. A szkoda, bo grali smacznie.

Po rozpadzie UK Wetton w 1980 nagrał płytę solową Caught in the Crossfire, której szczególnosć jest w tym, że okładkę do niej wykonało studio Hipgnosis – a to nikt inny, jak Storm Thorgerson, autor wielu okładek Pink Floyd. Swoje prawdziwe miejsce John znalazł dopiero w 1981, kiedy poznał Johna Davida Kalodnera z Atlantic Records, który polecił mu sformować własny zespół. I to była Asia. Już debiutowa płyta (o tej samej nazwie) błyskawicznie się rozeszła (bo aż do multiplatyny: sprzedaż wyniosła 10 mln egzemplarzy) i trzymała się na pierwszym miejscu amerykańskiego Billboard ponad 3 miesiące. Hitem i dotychczasowym symbolem kapeli została piosenka Heat of the Moment, która wiele lat później została wykonana przez Erica Cartmana z kreskówki South Park. Genialne wykonanie, polecam.

A John Wetton, z przerwą w latach 1991 – 2006, pozostał z Asia do końca życia. Zespół wydał 14 płyt studyjnych, z których Wetton brał udział na 8. Pewnie chciałby więcej, ale ścieżka dobiegła końca. Nie płaczmy jednak, bo było warto.

Related posts

Leave a Comment