Magazyn Sport 

Polska – Słowenia we Wrocławiu: drużyna B bez jakości

Po takich meczach zastanawiam się zawsze kto najbardziej na nich stracił. Piłkarze, którzy nie podbudowali swojego morale, bo bez gwiazd nie wygrali? Trener Nawałka, bo występy niektórych zawodników skreśliły ich z listy potencjalnych kandydatów do powołania na dobrych parę miesięcy? A może kibice z Wrocławia?

Pomyślicie pewnie, że jestem szalony, szukając przegranych w meczu, który w końcu Polacy zremisowali. Jednak trudno tego nie robić, biorąc pod uwagę, że graliśmy mecz po fenomenalnym występie w Bukareszcie. Dawno przecież nie widzieliśmy tak dobrze rozegranego spotkania przez naszą kadrę, na pewno nie było takie w tych eliminacjach. Trudno zapomnieć także o tym, że graliśmy ze Słowenią, reprezentacją ostatnio raczej przyzwyczajoną do przegrywania. Oczywiście wiem, że Polska zagrała w lekko mówiąc eksperymentalnym zestawieniu. Wciąż jednak znaleźli się w nim ludzie, którzy grają (lub przynajmniej są w składach) mocnych teamów z Europy – Krychowiak, Teodorczyk, Kapustka. Niestety wygląda na to, że Grzegorz jest ewidentnie pod formą, a u Kapustki widać brak gry. Z tej trójki najlepiej szansę wykorzystał Teodorczyk, który może stać się stałym zmiennikiem Roberta Lewandowskiego. O zyskach innych, może poza Bartoszem Bereszyńskim, ciężko mówić – bardziej dostarczyli trenerowi Nawałce powodów do zmartwień, niż nadziei.

Wskazałem na początku, że największym przegranym tego nomen omen remisowego meczu mogli okazać się wrocławscy kibicie, potraktowani nie pierwszy już raz jak kibice drugiej kategorii. Nie chcę przez to powiedzieć, że reprezentacja nie powinna rozgrywać w naszym mieście swoich spotkań. Chciałbym jednak, żeby była to naprawdę pierwsza reprezentacja, a nie kadra rezerwowa, opuszczona już przez największe gwiazdy. Ludzie płacą solidne pieniądze, żeby w mrozie móc obejrzeć mecz Polski. Nie ukrywajmy jednak – płacą głównie za to, żeby obejrzeć Lewandowskiego czy Piszczka. Niestety nie mają na to szansy. Jak bardzo szanuję Roberta Lewandowskiego i podkreślam od lat, że bez niego ta kadra nie istnieje (popis w Bukareszcie to potwierdził), tak pozostaje mi wyrazić w imieniu rodzimych fanów żal, że po raz kolejny przez zobowiązania klubowe nie mógł pojawić się we Wrocławiu. Przez to nie tylko wynik w tym meczu rozczarował… Powiadają jednak, że nadzieja umiera ostatnia i jak to matka, swoje dzieci kocha – ja więc wierzę, że jeszcze kiedyś Roberta na Dolnym Śląsku w koszulce reprezentacji zobaczymy.

Maciej Stasierski

źródło foto: PAP/Maciej Kulczyński

Related posts

Leave a Comment