FILM Klasyka Kina Magazyn Recenzja 

Nazistowska propaganda w czasach zarazy – ‘Paracelsus’ G.W. Pabsta

Georg Wilhelm Pabst był reżyserem płodnym przede wszystkim w okresie schyłku kina niemego i przełomu dźwiękowego, artystą wybitnie uzdolnionym, autorem wielkich dzieł – Opery za trzy grosze (Die Dreigroschenoper) na podstawie komunistycznej sztuki Brechta, lewicujących społecznych komentarzy Braterstwa (Kameradschaft) i Frontu zachodniego 1918 (Westfront 1918), Puszki Pandory (Die Büchse der Pandora) z genialną femme fatale w postaci Louise Brooks, jednego z lepszych filmów górskich Białe piekło (Die weiße Hölle vom Piz Palü), w końcu freudowskie Tajemnice duszy (Geheimnisse einer Seele) i rozpoczynająca nurt Nowej Rzeczowości Zatracona ulica (Die Freudlose Gasse). W okresie drogi na szczyt Adolfa Hitlera, kiedy to propagandowe znaczenie sztuki zaczynało przybierać na wadze i powstawały instytucje pokroju Reichsfilmkammer, a filmy po odpowiedniej cenzurze w ramach systemu Prädikate otrzymywały stosowne oceny, wedle których były później dystrybuowane i reklamowane, Pabst uznawany za Żyda przeniósł się do Francji, ale pod koniec lat 30-tych wrócił do ojczyzny. Nie zarabiał jednak tyle, ile jego koledzy po fachu, którym było bliżej do NSDAP lub zaczynali karierę w nowych realiach. Chociażby wspomniana wcześniej adaptacja znanej sztuki Brechta powstawała dzięki scenariopisarskiej pomocy Beli Balazsa. Tego samego Balazsa, którego nazwisko zostało usunięte z czołówki Niebieskiego światła (Das blaue Licht) – filmu, który pomagał reżyserować wraz z ulubienicą Führera, Leni Riefenstahl. Takie powiązania w państwach totalitarnych były zawsze niekomfortowe.

Jednym z gatunków cieszącym się popularnością i przychylnością władzy tamtego okresu, zarówno w Niemczech, jak i Związku Radzieckim, były filmy historyczno-biograficzne. Odpowiednio wyselekcjonowane persony lub wydarzenia z przeszłości miały służyć za przykład postawy obywatelskiej, budować ideał wodza, mobilizować do walki lub szerzyć nienawiść w stosunku do innych grup, a w tym celu nie powstrzymywano się nawet przed naginaniem ogólnie znanych faktów. Zazwyczaj do zadań tych wybierano wielce utalentowanych reżyserów – w Rosji Eisenstein i Dowżenko, w Niemczech Fryderyka Wielkiego portretowali Steinhoff i Harlan, Bismarcka Liebeleiner, natomiast w 1943 roku Pabst zajął się ekranizacją XVI-wiecznej opowieści o Paracelsusie.

Paracelsus, a właściwie Phillippus Aureolus Theophrastus Bombastus von Hohenheim był szwajcarskim nauczycielem i ekscentrycznym medykiem, wielkim zielarzem, uznawanym za ojca toksykologii. Jego skłonność do sprzeczania się z kolegami po fachu, wielki nacisk na doświadczenia empiryczne oraz niespotykana praktyka odrzucenia łaciny i wykładania w rodzimym, narodowym języku spotkały się ze stanowczą dezaprobatą środowiska naukowego i zmusiły go do opuszczenia swojego warsztatu w Bazylei. W filmie Pabsta przedstawiany jest jako oryginalna, wielka postać, która przeciwstawia się dotychczas panującemu systemowi oraz zjednuje sobie grono uczniów-wyznawców i tłumy ludzi widzących w nim wybawiciela. W piwnicznym zaciszu, daleko od ciekawskich oczy pracuje natomiast nad eliksirem, mającym pomóc człowiekowi przezwyciężyć śmierć. Odbicie obrazu wielkiego niemieckiego wodza w volksistowskim bohaterze jest aż nadto widoczne, a wspomniany lek na nieśmiertelność idealnie oddaje jego wizję tysiącletniej Rzeszy. Jego płomienne przemówienia także przypominają migawki znane każdemu, kto miał jakąkolwiek styczność z archiwalnymi materiałami okresu trzeciej dekady poprzedniego wieku, chociażby w trakcie seansu Triumfu woli (Triumph des Willens) wspominanej wyżej Riefenstahl.

Zasadne jest pytanie, czy w ogóle ta pozycja w dorobku niemieckiego reżysera jest istotna pod kątem artystycznym? Pomimo kontroli ze strony takich światowych „gwiazd” propagandy, jaką był niewątpliwie Goebbels, Pabst stworzył interesujący i wbrew pozorom niejednoznaczny ideowo obraz społeczeństwa ogarniętego strachem przed zarazą (dżuma), ale nawet w obliczu masowego niebezpieczeństwa kierującego się egoistycznymi i materialistycznymi pobudkami. Właśnie dlatego Paracelsus jest filmem bardzo aktualnym, szczególnie dzisiaj w obliczu epidemii, która paraliżuje życie niemal na całej planecie.

Osadzenie akcji w późno-renesansowym miasteczku daje się wykazać scenografom (przepiękne atelierowe sety oraz dbałość o detale) i niewątpliwym umiejętnościom reżyserskim w zakresie korzystania z mise en scène do opowiadania historii, którymi autor popisywał się przecież tak często w przeszłości:

„(…) świetną choreografią tłumów i ekspresywną fotografią w niskim kluczu, wydaje się z jednej strony ewokować estetykę weimarskich filmów lat 20., z drugiej zapowiadać Siódmą pieczęć Bergmana, dla której, kto wie, czy nie był inspiracją (zwłaszcza w scenach tańca „człowieka-muchy” i procesji flagellantów)”[1].

Obie wspomniane sceny są niesamowicie atrakcyjne wizualnie, ale ta pierwsza robi gigantyczne wrażenie ze względu na treść, jaką ze sobą niesie. Personifikacja plagi w postaci akrobaty Fliegenbeina, która wdziera się przez zamknięte bramy miasta, do czego zmusił władze Paracelsus w ramach obrony przed zarazą i wciąga mieszkańców w swoisty danse macabre, roznosząc chorobę między uczestnikami zabawy w lokalnej karczmie. Pokraczne ruchy i powyginane kończyny wzmagają efekt horroru, a świadomość metafory powoduje przerażenie na widok tłumu podążającego krok w krok za wesołym błaznem wprost w przepaść, ku zgubie własnej i całej społeczności Bazylei.

Wybitna jest również kreacja Wernera Kraussa, jednego z największych aktorów, których wyprodukowało kino weimarskie, współpracującego ze wszystkimi wybitnymi reżyserami tego okresu, a szerokiej publiczności znany najbardziej z arcydzieła ekspresjonizmu – Gabinetu doktora Caligari (Das Cabinet des Dr. Caligari) Roberta Wiene. Właśnie on wciela się w postać szwajcarskiego znachora i uzdrowiciela. Krauss był niestety blisko związany z ideologią nazistowską, a jego przedstawienie tytułowego Żyda Süßa nie pomogło mu pozbyć się tego piętna. Po II wojnie światowej jego kariera się zakończyła.

Paracelsus jest wspaniałym przykładem jakościowego kina Trzeciej Rzeszy, obalającym mity o niskiej wartości artystycznej fabularnych produkcji propagandowych. Estetyka z pogranicza horroru i fantasy, uniwersalność problemów zarazy i konfliktu między dobrem ogółu a interesem jednostki oraz wątek romantyczny sprawiają, że jest to film nadal szalenie atrakcyjny dla współczesnego widza i powinien być stawiany za jedno z większych osiągnięć Pabsta.

Ocena: 7/10

Link do filmu na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=WiuQVWcEwC4


[1] T. Kłys, Niemiecki film fabularny u schyłku Republiki Weimarskiej i w Trzeciej Rzeszy (1929-1945), [w:] Kino klasyczne, red. T. Lubelski, Kraków: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, 2011, str. 229.

Related posts

Leave a Comment