Kino / Teatr Magazyn 

#PerłyKalejdoskopu: „Łowca Androidów”

Początkowo wyśmiewany, źle przyjęty przez krytykę i widzów w latach 80., teraz Łowca androidów jest absolutnym klasykiem science-fiction i jednym z tych filmów, które najlepiej pokazywały magię ówczesnego Ridleya Scotta.

Scott nigdy nie był mistrzem prowadzenia fabuły, jego filmy nie były opowiadane poprzez narracyjne popisy. Przeciwnie, podobnie jak mój ukochany Tim Burton, także Ridley Scott należy do grona reżyserów, którzy kreują swoje filmy poprzez wizualność, klimat, jakby to trywialnie nie zabrzmiało obraz. Łowca androidów jest dokładnie takim filmem, w którym emocje wynikają bardziej z atmosfery, którą buduje reżyser poprzez znakomite kreacje aktorów, poprzez dopracowane do ostatniego centymetra ujęcia i ruchy kamery, w końcu poprzez niesamowitą wyobraźnię wizualną.

Zacznijmy od atmosfery, która jest kluczowa, żeby historia w Blade Runnerze miała rację bytu. Właśnie takiego klimatu wymaga się bowiem od tego typu opowieści, którą należy nazwać noir w przyszłości. Elementów kina spod znaku Humphreya Bogarta jest tu mnóstwo, poczynając od samej historii, na dymie papierosowym wypełniającym pomieszczenia skończywszy. Atmosfera wylewa się w ekranu i ogarnia ciało widza, utrzymując w uścisku od otwierającej sceny do samego, niezwykle zaskakującego finału. Zasługa w tym leży niemal po równo po stronie Scotta, jak i obsady, z której wyróżnić trzeba oczywiście trzy postaci – Harrisona Forda, który robi swoje jako najlepszy everyman amerykańskiego kina, Sean Young, której wzrok potrafi w jednym momencie zabić i rozkochać, oraz najlepszego z nich szaleńca Rutgera Hauera.

Magia Blade Runnera wynika jednak głównie z wizji świata, której prawdopodobnie za dwa lata jeszcze nie doczekamy, a która urodziła się najpierw w głowie Philipa K. Dicka, a potem Ridleya Scotta. Brytyjski reżyser nie miał do dyspozycji wielkiego budżetu, ale na szczęście korzystał ze swojej wyobraźni, której wtedy jeszcze mu nie brakowało. Dzięki temu powstało Los Angeles mroczne, brudne, ale jednocześnie piękne, multikulturowe, kolorowe, szalone i chaotyczne. Ono samo jest ważnym bohaterem tego niesamowitego filmu, który jest jednocześnie wielki i podobnym stopniu otwarty na rozwój. Pałeczka teraz po stronie Denisa Villeneuve’a. Czekam.

Related posts

Leave a Comment