Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

„Alpha” czyli „Zjawa” w wersji do niedzielnego obiadu

Ludzie sprzed 15-20 tys. lat uważali zwierzęta za swoich przeciwników lub ewentualnie zwierzynę potrzebną do utrzymania się przy życiu. Udomowienie psa (lub w tym wypadku wilka) na pewno nie miało miejsce w taki sposób, jak zostało to przedstawione w „Alfie”. Niemniej wizja przedstawiona w filmie Alberta Hughesa jest bardzo ładna z obrazka, z sercem po dobrej stronie, choć samych emocji nie angażuje.

Głównym bohaterem film jest Keda (Kodi Smit-McPhee), który po nieudanym polowaniu zostaje pozostawiony przez swoich ludzi na śmierć – nikt nie przeżyłby takiego upadku jak młody wojownik i zarazem syn wodza. Jemu jednak cudem się udało, zresztą sam film jawi się jako opowieść o człowieku niemalże nieśmiertelnym, który przeżył wszystko co przyszykowała dla niego natura, od ognia po przenikliwy mróz i śnieżycę. Pewnie gdyby pozostał bez pomocy psa Alfy, niewiele by z tego się udało.

Albert Hughes sugeruje w filmie, że z nienawiści do miłości i przywiązania jest droga tak krótka jak ostrze prymitywnego noża z tamtych czasów. Relacja Alfy i Kedy rozpoczyna się od ataku watahy wilków na chłopaka, a potem zmienia się w pierwszą w dziejach przyjaźń między człowiekiem a psem. Uproszczenia są w tym miejscu zrozumiałe – dość oczywistym jest, że Alfa kierowany jest do widza młodego. Stąd pomysł o polskim dubbingu, który bywa lepszy (Jakub Wieczorek) i gorszy (fatalnie podkładający pod samego siebie głos Marcin Kowalczyk). Stąd też ta historyjka, w klimacie filmu familijnego, który z przyjemnością można obejrzeć do niedzielnego obiadu. Czy to się nie kłóci z obraną tematykę i próbą jej realistycznego podjęcia? I tak, i nie. Tak, bo rzeczywiście z tego powodu nie ma w „Alfie” wielkiej siły emocjonalnej, która zostaje zastąpiona baśniowością na granicy szantażu (któż nie uroni łzy na widok cierpiącego psa?!). Nie, bo dzięki temu można było dać upust fantazji wizualnej, która zaowocowała jednymi z piękniejszych zdjęć w ostatnich tygodniach w kinie. Naprawdę przepięknie ta opowieść wygląda i (mimo zdecydowanie przesadzonej ilości dialogów – ludzie tyle wtedy nie gadali) jest nieźle zagrana.

Jeśli macie młodszą siostrę lub młodszego brata, to wyjście na „Alfa” nie będzie czasem straconym. Ja, mimo, że już wiekowo nad grobem, bawiłem się całkiem nieźle.

Ocena: 6/10

Related posts

Leave a Comment