Magazyn Muzyka Recenzja 

Artur Rojek – Koncert w NOSPR – recenzja

Koncerty z katowickiego NOSPR-u mają w sobie coś wyjątkowego. I nie mówię tu teraz o twórcach muzyki klasycznej, którzy zazwyczaj grywają w tego typu miejscach, raczej mam na myśli wykonawców muzyki rozrywkowej. Niecodziennie bowiem zdarza się by ktoś z półki “radiowych” autorów miał możliwość wystąpienia na scenach mniej lub bardziej znanych symfonicznych sal koncertowych. Wcześniej przecież Miuosh nagrał razem z Jimkiem i NOSPR (Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia) swoją koncertówkę w takiej stylistyce, no i trzeba przyznać, że odniósł konkretny sukces tym krążkiem. Nieco później przyszła pora na niegdyś związanego z Myslovitz – Artura Rojka. “Nieco później”, bo warto zauważyć, że samo nagranie na tym albumie jest sprzed dwóch lat, jednak zostało wydane dopiero teraz.

Zapis pochodzi z ostatniej trasy promującej pierwszy solowy album Rojka “Składam się z ciągłych powtórzeń”. Co ciekawe, oprócz utworów znanych z tej płyty, Artur zagrał również piosenki z repertuaru Myslovitz, a także kilka coverów takich jak “Cucurrucucú paloma” czy wydany już wcześniej na albumie Męskiego Grania 2015 “Easy”.

NOSPR-owy koncert rozpoczynają nostalgiczne utwory “Pomysł 2” i “Lato 76”. Następnie nieco żywsze “To Co Będzie”, chociaż najbardziej interesująco dla mnie brzmi “Czas Który Pozostał” w zupełnie nowej, symfoniczno-elektronicznej aranżacji z muzycznym zacięciem jakby wyjętym z filmu Hitchcocka, które powoli buduje napięcie wybuchające pod koniec emocjonalnym krzykiem Rojka. Później z piosenki na piosenkę jest już tylko bardziej melancholijnie i nawet najbardziej znane “Syreny” są jakieś takie przygnębiające. Najciekawiej jednak jest pod koniec – wtedy słuchacz zmierza się z piosenkami Myslovitz i “Długością Dźwięku Samotności” zagraną tak, że sama widownia początkowo nie wie z jakim utworem ma do czynienia. Cały album wieńczy “Beksa” zaśpiewana z publicznością i aż mi trochę brakuje słów by to opisać. No pięknie to brzmi, trudno dodać coś więcej, co dobrze by obrazowało ten utwór w takim wykonaniu.

Artur Rojek to niewątpliwie Artysta pisany przez duże A. W jego muzyce i słowach śpiewanych przez niego słychać emocje, które są prawie że namacalne. Dobrze słucha się kogoś, kto przeżywa całym sobą, przez co jego utwory brzmią jeszcze autentyczniej. Takich koncertówek to ja mogę słuchać godzinami, bo z każdym kolejnym przesłuchaniem można odkryć coś nowego. A teraz nie pozostało mi nic innego, tylko czekać na kolejny album Rojka (nad którym podobno pracuje), bo wydaje mi się, że to będzie COŚ.

 

9/10

Related posts

One Thought to “Artur Rojek – Koncert w NOSPR – recenzja”

  1. oli

    wyspaniala rezemcja dziekuje jestes wspa niala koedy gramy w rysuj i z gadnij; ** koham cie

Leave a Comment