Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

„Wdowy”: Tak mogłoby wyglądać „Ocean’s 8″…

…gdyby aktorzy mieli co grać, fabuła była angażująca, a bohaterowie pełnokrwiści. Wszystko to, czego zabrakło w filmie Gary’ego Rossa, z gorszym lub lepszym (częściej to drugie) skutkiem udało się w nowym obrazie Steve’a McQueena.

Oparty na książce i serialu Lyndy La Plante film powracającego do kina zdobywcy Oscara za Zniewolonego to zapewne jego najbardziej typowa, można byłoby powiedzieć mainstreamowa pozycja. Co z tego jednak, kiedy za tą gatunkową formą, idzie taka jakość jak w przypadku Wdów. Historia jest znana, żeby nie powiedzieć, że przeorana – żony po swoich zmarłych mężach muszą przejąć biznes, a właściwie zapłacić nieopłacone dotąd „rachunki”.

Początkowo McQueen wygląda na nieco zagubionego w tej dość wielowarstwowej ekspozycji – bohaterowie pojawiają się bez większej konsekwencji, nie wszystkich udaje się dostatecznie mocno przedstawić, tak aby widz wiedział choćby dlaczego w ogóle dana postać została umieszczona w konstrukcji fabularnej. Jednak McQueen, kiedy już pozbiera się z początkowego letargu, to staje się niemalże reżyserskim chirurgiem – napięcie buduje w sposób wzorcowy, aż do ostatnich sekwencji, które mogą zaskoczyć. Atmosfera filmu jest naprawdę bardzo gęsta, nie ma w nim chwili oddechu, co w normalnej sytuacji uznałbym za słabość, ale nie w tym przypadku. Głównie ze względu na to, że McQueen opowiada tak ciekawie, że jakiekolwiek rozluźnienie mogłoby stać się przyczynkiem do wybicia widza z rytmu, który proponuje reżyser. Rada dla Was – przyjmijcie tę propozycję, nie będziecie zawiedzeni.

Poza atmosferą i świetną stroną wizualną, Wdowy stoją spektakularnymi postaciami, po obu stronach barykady. Z jednej stroną jest Veronica (fenomenalna rola Violi Davis), wspierana przez Alice lub Alicję (najlepsza z całej obsady Elizabeth Debicki – koncert!) oraz Lindę (Michelle Rozdriguez). Z drugiej są meżczyźni – politycy, gangsterzy, wszystko na raz. Z nich najciekawiej wypada Jack Mulligan, obślizgły polityk-karierowicz, synalek wpływowego ojca, świetnie zagrany przez Colina Farrella. To jest clue Wdów – postaci, które są interesujące i wzbudzają emocje. Kibicujemy jednym, drudzy mogliby dla nas nie istnieć. Nie jednak dlatego, że nas nudzą, dlatego, że chcemy, żeby to Ci „dobrzy” wygrali. Jednak McQueen pokazuje, że w tych rozgrywkach zbyt wielu zwycięzców nie ma. Przeciwnie, praktycznie wszyscy do pewnego stopnia są przegrani – fizycznie, moralnie, politycznie, społecznie. Wdowy to ciekawy komentarz społeczny na tematy dotyczące płci, ale też rasy, oraz bardzo wiarygodnie przedstawiona „zabawa w politykę”, pełna brudów, wojen podjazdowych i zagrywek na poziomie przedszkolnej piaskownicy.

Zapomniałbym o jednym zwycięzcy wyłaniającym się z seansów Wdów – są nim widzowie, którzy po raz kolejny dostali świetny film spod ręki Steve’a McQueena.

Ocena: 8/10

Related posts

Leave a Comment