Kino / Teatr Magazyn Recenzja 

Modowy chuligan – recenzja filmu „McQueen”

McQueen kupił mnie od samego początku odważną ścieżką dźwiękową, która składała się w dużej mierze z kompozycji, jakie Michael Nyman popełnił do filmów Petera Greenawaya. To połączenie, choć początkowo wydawało mi się dosyć odległe, koniec końców nadaje postaci McQueena bardziej tragicznego wymiaru. Filmy angielskiego reżysera są bowiem w dużej mierze skupione na splocie piękna i brutalności, zaś w ich centrum spotykały się zawsze sztuka oraz śmierć. Podobnie było z kontrowersyjnym projektantem mody. Reżyser Ian Bonhôte sugeruje to już otwierającą sekwencją, w której z ludzkiej czaszki bardzo estetycznie wyrastają kwiaty.

Jak to w dokumentach tego typu zwykle bywa, finał znamy już przed wyświetleniem się napisów początkowych. Zakończenie historii Alexandra McQueena wisi ponuro nad filmem, niejako narzucając widzowi od góry interpretację głównego bohatera. McQueen świetnie spełnia rolę przewodnika po motywach i inspiracjach rewolucyjnego projektanta mody. Jego obsesje, ciągoty do wywoływania skandali, próby zamienienia pokazów nowych kolekcji w inscenizacyjne dzieła sztuki – wszystko to zostaje świetnie wytłumaczone. Widz otrzymuje w pewnym sensie bilet do głowy modowego geniusza, dostając możliwość przyjrzenia się wszystkim trybom, które na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych wywróciły realia haute couture do góry nogami.

Blaskiem reflektorów cieszą się w filmie przede wszystkim właśnie pokazy. McQueen już jako student Central St. Martins College of Arts, choć pozbawiony funduszy na pełnoprawną kolekcję, potrafił stworzyć ubrania inspirowane Jakubem Rozpruwaczem. Później były odniesienia do konfliktu w Bośni czy ludobójstw na Szkotach. Takie działania sprawiły, że stał się on w oczach prasy enfant terrible czy też „chuliganem angielskiej mody”.

Mało jest w McQueenie miejsca na spojrzenie na projektanta z bardziej osobistej strony. Nawet podczas wywiadów z jego byłymi partnerami otrzymujemy jedynie ciąg dalszy narracji o McQueenie-projektancie. Niewiele jest tu o problemach  głównego bohatera – uzależnienia od narkotyków oraz zarażenie się HIV są tylko szybko wspomniane i jeszcze szybciej porzucone. W ogóle upadkowi głównego bohatera poświęcone zostało może finałowe piętnaście minut filmu. Jego miłość do psów (swoim pupilom w spadku zostawił 50 tysięcy funtów, by mogły żyć w luksusie) czy fascynacja nurkowaniem nie zostały w ogóle wspomniane. Bonhôte ewidentnie stwierdził, że ubrania projektowane przez Alexandra McQueena same opowiedzą o nim całą historię. I, koniec końców, była to chyba właściwa taktyka.

Ocena: 7/10

Related posts

Leave a Comment